Źle i niedobrze

Źle i niedobrze

Nieco spóźniony, ale jednak, postanowiłem się przyłączyć do akcji #NIEnarzekam. Tak się składa, że jeden z moich archiwalnych tekstów, po kilku drobnych poprawkach powinien całkiem nieźle wstrzelić się w ten hashtag.

Oczywiście zamierzam przy tej okazji ponarzekać (a jakże!) na to, że co raz trudniej dziś trafić na osobę, która nie jest w pełni przekonana o beznadziejności swojej egzystencji.

Poszerzanie grona znajomych staje się uciążliwe, bo co rusz trafia się na wiecznie niezadowolonych. A to przecież ludzie młodzi, zdrowi i na pierwszy rzut oka szczęśliwi. Po chwili rozmowy okazują się być skrajnymi pesymistami, którzy swoje życie dawno już mentalnie przegrali.

Poddali się na samym wstępie. Po pierwszej niegroźnej porażce. Bo jest ciężko. Bo nie ma tego. Bo nie ma tamtego. A tego innego jest za dużo. Bo ja. Bo on. Bo oni. Bo źle. Niedobrze. Fatalnie.

Skąd ten defetyzm? Skąd w ludziach przekonanie, że nic się nie da. Że on nie umie. Że już próbował. Że po co znowu. Że to się nie uda. I że jest bez sensu.

To niesamowite, że żyjąc w czasach tak „lekkich” nie jest trudno trafić na ludzi tak głęboko tkwiących urojonej dupie.

Mówi się, że śmiech jest zaraźliwy. Ale to pesymizm rozprzestrzenia się tempem prawdziwej epidemii. I, niestety, z tego co obserwuję od dłuższego czasu, niewielu „zdrowych” zostało wśród nas. Czarna melancholia wywoływana co raz bardziej błahymi pierdołami rozlazła się po dwudziestoparolatkach na dobre. Weltschmerz, panie i panowie. Weltschmerz do potęgi.

Horda niezadowolonych potrafi zarazić największego nawet optymistę. A tych nad wyraz zadowolonych z życia najchętniej pozamykalibyśmy w oddziałach zamkniętych. Dlatego staram się trzymać jak najdalej od ludzi, którzy dobitnie i z czymś na wzór dumy w głosie oznajmiają światu, że im w życiu nie wyszło. Że skrzywdził ich „system”.

Ja naprawdę wiem, że Polska nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Zdaję sobie sprawę, że paliwo jest drogie. Muj borze, o cenach papierosów nawet nie wspomnę. Jestem w pełni świadomy jak bardzo życie potrafi uprzykrzyć szef, kobieta, pies, klient, dziecko (tego ostatniego akurat jeszcze nie wiem, ale ileż to się nasłuchałem…).

I jeszcze te nasze polskie drogi dziurawe. Pracy nie ma. A jak jest to chujowa. Internet zamula. Zimy srogie. SMSy nie dochodzą. Zamknęli Kinomaniaka. Rząd do dupy. Zasiłek niski. I jeszcze, kurwa, narkotyki nielegalne.

Spotkałem takich, którym wystarczy tylko jeden z powyższych powodów aby uznać, że to już game over. Koniec. Najchętniej by się taki położył, umarł i czekał na reinkarnację. Mięczak.

Różnica między przegranymi, a resztą jest taka, że nam się po prostu chce. Zamiast spalać kalorie rozpaczając nad własnym losem bierzemy się za siebie i szukamy sposobów, a nie wymówek. Zamiast rozleniwiać szare komórki przed telewizorem, zdobywamy doświadczenie. A zamiast regularnych spędów przy zdecydowanie za dużej ilości wódki poświęcamy czas pasjom.

Dla tych sterczących pod bezrobociarnią miałbym setkę pomysłów na własny biznes. Dwie setki sposobów na wyjście z marazmu dla młodych zrezygnowanych.

Mam 28 lat i… tak, też narzekam. Bez narzekania ludzkość zapewne by wymarła. I naprawdę muszę się nieźle starać, żeby powód do narzekań znaleźć.

Tak, urodziłem się w Polsce. Tak, skończyłem kierunek bez przyszłości. Tak, przez najbliższe 25 lat będę spłacał kredyt hipoteczny. Chociaż bardzo tego nie chcę, to – tak, płacę podatki. I odnajduję się w tej rzeczywistości doskonale. Bo nie po stronie otoczenia leży to czy sobię w życiu poradzę, a wyłącznie po mojej.

I wiecie co? Radzę sobie. Jest fajnie. Jest zajebiście.

  • http://sajmonman.pl/ Sajmonman

    Tak bardzo staram się zintegrować z malkontentami. Właściwie zawsze się z
    nimi zgadzam. Życie takie ciężkie. Wow, no pewnie- “depcze wyobraźnię”.
    Ludzie tacy podli. Jea, dokładnie- full Szopenhauer. System taki zły,
    of kors- istny Matrix, panie.

    Ale w końcu zawsze muszę palnąć coś co wykluczy mnie z tego inkluzywnego
    bractwa. Bo audi poszło 222 na autostradzie. Bo taka fajna głębia pola
    na tym zdjęciu. Bo ten bit taki tłusty. Bo Dinklage rozjebał zawory w Game Of Thrones. Bo przebiegłem 10 km i mogłem jeszcze. Bo jej tyłek jest taki seksowny. Bo
    śniadanie było mistrzów. Bo junior wygrał zawody rowerowe. Bo lecę na
    drugi koniec świata. Bo boss dał home office i jeszcze
    podziękował. Bo… Milion kurwa rzeczy, które muszą się wymsknąć i tracisz
    miłość urodzonych, by narzekać.

    Szkoda taka wielka. Wow.

  • http://www.pixelpr.net/ Monika Loryńska

    Dokładnie tak jest :) Musiałam odciąć połowę znajomych bo się żyć z nimi nie dało. Masakra co się dzieje, nikomu się nic nie chce, nie chcą nawet poszukać czy są jakiekolwiek możliwości zmiany życia. A ja widzę możliwości na każdym kroku. Pewnie, że też narzekam, ale mam już taki stan umysłu, że jak się coś mocno chce to prędzej czy później się to osiągnie i nie umiem już myśleć inaczej. Ja po prostu wiem, że to, jak wygląda nasze życie, zależy od nas. Chcesz zmienić pracę, a nie masz doświadczenia, żeby szukać czegoś w branży, która Cię interesuje? Idź na kurs, szkolenie – mnóstwo tego teraz. Nie masz czasu na nic? Wstawaj wcześniej, ustaw priorytety, wyeliminuj rzeczy, które pochłaniają najwięcej czasu. Ja nie wiem, ale żyjemy w naprawdę dobrych czasach i do wszystkiego jest łatwy dostęp teraz. Ale pewnie.. najprościej za granicę wyjechać ;)

  • http://widelcem-pisane.info/ Mateusz Cichosz

    Narzekanie to taki polski sport narodowy. I nie ma to tamto, nue od dziś wiemy, że jeden jest lepszy od drugiego. Sam narzekam od czasu do czasu, bo mamy to zapisane w kodzie genetycznym. Ale robie to w granicach rozsądku. Niektórzy zaś przekraczają pewne normy i aż nóż sam się otwiera w kieszeni od ilości tego marudzenia. A chyba szczytem szczytów jest gra naszych w piłkę :-). Ich sam występ na boisku otwoera puszkę pandory.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Jest mi źle i narzekam, bo jestem Polakiem i mam to w genach – to kolejna wymówka. Nie przypisywałbym tego do narodowości. A po za tym: http://otozto.pl/to-takie-polskie/

      Faktycznie, zdarza się spotkać młode, zdrowe osoby, z których żal i ubolewanie nad własnym losem wylewa się całymi litrami. I nic im się nie podoba. Nic. Po kilku minutach rozmowy z takim osobnikiem można popaść w głębokie przygnębienie.

      Podejrzewam, że znalazłbyś takich i wśród Francuzów i wśród Amerykanów. Polacy nie mają wyłączności na biadolenie.

    • http://widelcem-pisane.info/ Mateusz Cichosz

      nie wiem jak jest z narzekaniem u innych narodowości, bo nie miałem okazji tego spradzić. Ale pewnie jest jak mówisz – tam też znajdą się tacy, co pomarudzą. Po prostu mówię jak jest. Nie zaprzeczysz, że u nas narzekanie urosło niemalże do rangi narodowego sportu, prawda? Wiadomo, nikt nie chce przebywać z takimi maruderami, bo samemu można popaść w depresję wielkości rowu mariańskiego. Ale co poradzisz? Skądś wziął się ten stan umysło w ludziach. hashtag NIEnarzekam. Mi się powodzi i nie mam powodów do marudzenia w takim stopniu, że może się to uprzykrzyć ludziom.