Unboxing

Unboxing

Zabawna sprawa. Kiedy dostajemy w łapy nowy telefon, tablet, komputer, buty, koszulę czy lakier do paznokci zachowujemy się zgoła inaczej niż na co dzień.

W końcu jesteśmy inni. Mamy nową cyfrową błyskotkę, nowe łaszki i trzewiki. Jesteśmy lepsi niż wczoraj. I proszę nie truć mi o „być, nie mieć”. Bo ci „być” czują dokładnie to samo.

Zauważyliście, że sprowadziliśmy moment odpakowywania nowego sprzętu do rangi mistycznego przeżycia, któremu warto poświęcić parę minut na Youtube?

Wyrosła nowa kategoria w internetowych filmikach. Unboxing. Razem z zajaranym twórcą i posiadaczem dzielimy ten ekscytujący moment zdzierania folii z wyświetlacza nowego telefonu wartego dwie średnie krajowe. Licznik wyświetleń zalicza kolejne dziesiątki tysięcy. Towarzyszy temu gęsia skórka. U niektórych pewnie wilgotnieją majtki.

Naśmiewam się, powiecie. Ależ skąd. #mamtosamo. Zawsze kiedy trafia do mnie kurier z nowym sprzętem biegam z radości w kółko jak pierdolnięty. W myślach biegam jedynie, bo kurier zazwyczaj przyjeżdża do biura. A w biurze nie siedzę sam. Gdybym biegał w kółko na jawie, pewnie by mnie wylali. I pal sześć fakt, że to moje biuro.

Po rytualnym odpakowaniu sprzętu z folii wszelkich fabrycznych i oklejeniu go w nowe, niby-dizajnerskie rozpoczyna się okres ochronny. Okres dmuchania i chuchania. Okres „do pierwszej ryski” lub dla większych hardkorów „do pierwszego upadku”.

Im sprzęt droższy, im dłużej trzeba było na niego oszczędzać tym większymi restrykcjami objęty jest okres ochronny. W skrajnych przypadkach myję łapy przed każdym użyciem tabletu. Albo wszywam nowe, aksamitne kieszenie we wszystkich spodniach, tak aby nowy smartfon nie nabawił się otarć. A ekran nowego laptopa przecieram ściereczką z mikrofibry częściej niż szczotkuję własną paszczę.

Ale gadżety to pikuś. Prawdziwe szaleństwo zaczyna się po kupnie nowego samochodu. I to mimo tego nawet, że w Polsce jak najbardziej na miano „nowego” zasługuje auto używane, byle mieściło się z datą produkcji w ostatniej dekadzie.

Mistrzostwo w ecodrivingu, techniki cichego zamykania drzwi, specjalne buty do jazdy, omijanie każdej najmniejszej nawet dziury na drodze kosztem wydłużenia trasy o kilka kilometrów. Karnet na myjnie i setki żetonów połkniętych przez odkurzacze przy stacjach benzynowych.

A wszystko to do pierwszego zbitego reflektora. Do pierwszego otarcia na tylnym zderzaku. Do pierwszej plamy sosu z kebaba na tapicerce tylnej kanapy.

Kończy się okres ochronny.

Samochód znacznie rzadziej odwiedza myjnię. Welurowe dywaniki prane co tydzień zastępuję „wielosezonowymi” kawałkami czarnej gumy rzucone niechlujnie pod fotele. Wgnieceń w karoserii nie trzeba wyklepywać natychmiast. Odprysk lakieru na masce przestaje kłuć w oczy.

Telefon i tablet zaczynają lądować na łóżku, fotelu, kanapie, rzucane z coraz większej wysokości. Pewnego dnia, odbite rykoszetem, lądują na dywanie. Aksamitne kieszenie w spodniach nie są już potrzebne. Okazuje się, że smartfon świetnie radzi sobie w jednej ciasnej kieszeni przytulając się do pęku kluczy.

A potem wpada kurier.

  • Guest

    Dobrze to ująłeś!

  • http://www.tomaszpisze.pl vtomasz

    Dobrze to ująłeś! Mam podobnie z nowym telefonem za 300 zł ;)

  • http://marigold-girl.blogspot.com/ Marigold Girl

    Hahaha, z okresem ochronnym trafiłeś w sedno. Też tak mam. Póki sprzęt jeszcze pachnie nowością i nie jestem do niego przyzwyczajona chucham na niego i dmucham… do pierwszej ryski :P

  • Mariusz

    A jak wyjaśnisz fakt, że miał być tekst co tydzień, a kilka z nich przespałeś? Czy wystarczy zmienić motto pod nazwą bloga?

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Tekst nie pojawił się w zeszłym tygodniu. I był to jedyny przypadek od 1 stycznia. A nie pojawił się, ponieważ nie miałem nic do powiedzenia. Oczywiście, mogłem opublikować w ramach tekstu część Pana Tadeusza, tylko po to, żeby nie spieprzyć statystyk.

      Rozumiem, że zgłaszasz sprawę do prokuratury i będziesz domagał się odszkodowania. Bo bloger oszukał.

  • Tomek z studencki-portfel.pl

    Ja też tak mam i z telefonem i z autem. Telefon niby za kilkaset zł, a z wymianą folii czekam już miesiąc. Ale to dobry wpis i muślę, że po nim, jutro wymienię folię, a auto wyczyszczę jak będzie pogoda (u mnie właśnie pada).

  • Neslina

    ja tak nie mam. no way.

  • Tomek Zboina

    Kapitalnie ugryzłeś ten temat :) Szacun! Chyba też jeden z lepszych tekstów na blogu :)

  • http://sposobnaprace.pl/ sposobnaprace.pl

    No dobra… Przyłapałeś mnie ;/ Mam tak za każdym razem, gdy kupuję nowy sprzęt, a nawet przy słuchawkach…

  • http://wierszemniepisane.pl/ Eryk Markut

    Może i powtórzę to co inni napisali, ale naprawdę dobrze to ująłeś!