To mój ostatni tekst

To mój ostatni tekst

Ten tekst powstaje w piątkowy wieczór. Piszę go gdzieś w okolicach 23:00, od godziny leżąc w łóżku. Tak. Dobrze przeczytaliście. Właśnie rozpoczyna się weekend, a ja mam zamiar zasnąć jeszcze przed północą.

Aby oszczędzić sobie upokorzenia zupełnego dodam, że obok mnie stoi piwo. Zimne, mocne piwo, które łyk po łyku ląduje w spragnionym procentów żołądku.

To mój ostatni tekst.

To mój ostatni tekst jako kawalera. Jeśli czytacie te słowa tuż po publikacji, wiedzcie, że najpewniej stoję właśnie odpicowany jak nigdy w jakiejś świątyni, ślubując kilka fajnych rzeczy mojej Wybrance.

Ale wróćmy do wczoraj. Leżąc tu, w łóżku (na materacu rzuconym na ziemię, bo prawdziwego łóżka jeszcze się nie dorobiliśmy) stwierdzam, że naoglądałem się zdecydowanie za dużo filmów. Wydaje mi się, że powinienem teraz okryć się grubą warstwą stresu i owinąć paniką. Paznokcie powinienem mieć obgryzione przy samych łokciach. Na pewno powinienem zanurzyć się w wątpliwościach. Zadawać sobie milion pytań z kategorii „czy aby na pewno”. A ja tymczasem nie pamiętam dnia, kiedy czułbym tak wielki spokój. A już na pewno nigdy w życiu nie byłem niczego bardziej pewny.

Lecimy do dziś. Stoję więc tu gdzie stoję i dobrze mi z tym. Cholera. Wyglądam jak milion dolarów. Milion dolarów z manicure. Stoję trzymając za rękę tę Jedyną. Jedyna wygląda jak dziesięć baniek. Oto Kobieta, która uczyniła moje życie lepszym. A wyzwanie to nie lada, bowiem życie mam, delikatnie mówiąc, spoko.

Oho. Właśnie stać przestałem. Jest po wszystkim. Dzwony biją, lecą płatki kwiatów, rozbrzmiewa weselny klasyk. Błyskają flesze. Słychać brawa. Miliony niewiast na Ziemi właśnie popadły podświadomie w głęboką rozpacz.

Oto rozwiewam tajemnicę kobiecego szlochu bez powodu. Objawia się zupełnie bezwiednie, kiedy jakaś dobra partia właśnie wciągnęła sobie na serdeczny palec złoty okrąg. Oto jestem. Ja. Fajna partia. Mąż. Zajęty. Ze złotym okręgiem na palcu. Nie do odbicia już. Sorry.

Podobno obrączka na palcu faceta działa jak swoisty pussy magnet. Nie mnie to sprawdzać. Bo nie w tym celu wciągnąłem ją na łapę.

Oto zamierzam spędzić resztę życia z Kobietą, która znosi mnie i toleruje to jakim jestem. Wysłuchuje cierpliwie brzdąkań na ukulele. Dorosła do życia na wsi. Wie jak zaciągnąć mnie na parkiet. Nienawidzi głupoty dokładnie tak jak ja. Jest stara. Boi się kóz. Ma własny dres i nie pali.

Lepiej trafić nie mogłem.

Cóż pozostaje mi teraz? Zapuścić brodę. Statusieć. I za rok lub dwa przebranżowić Otóż to! na bloga parentingowego.

To mój ostatni tekst. Do zobaczenia za tydzień ;)

PS. No dobra, przyznaję. Tekst powstawał, owszem w piątek, ale trzy tygodnie temu. Gdzieś w połowie pisania owo wspomniane mocne piwo postanowiło zaatakować na tyle skutecznie, że udało mi się skończyć dopiero teraz.

  • http://www.tomaszpisze.pl vtomasz

    To się nazywa miłość.

  • http://widelcem-pisane.info/ Mateusz Cichosz

    gratzy ;) Już wszystko wiadomo dlaczego na blogu była stagnacja ;).

  • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

    No patrz pan, jaki szmelc. Poprawimy.

  • http://uporzadkowanybalagan.blogspot.com Aleksandra Wołodkiewicz

    Powodzenia na nowej drodze życia!