Bez filtra

Bez filtra

Mieliśmy na osiedlu duże Drzewo. Wielkie. Potężne Drzewo. Na jego grubych, rozłożystych gałęziach uwielbialiśmy leżeć, siedzieć, a w skrajnych przypadkach znudzenia zwisać z nich głowami w dół.

Letnie popołudnia mijały na Drzewie. Całymi dniami rozmawialiśmy o najnowszej Fifie 2000, o tym kiedy wreszcie będziemy dorośli, o tym, której koleżance urosły najfajniejsze cycki, o starych, którzy nic nie rozumieją i tym, że samobójstwo Kurta Cobaina to dla nas straszliwy cios. Snuliśmy naiwne plany, z których najmniej głupi był ten dotyczący ucieczki z domu. Hen, przed siebie, byle dalej.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.