Mundialowy ból dupy

Mundialowy ból dupy

Nigdy nie byłem zagorzałym fanem piłki kopanej. Ani jako kibic, ani jako gracz. W szkolnych meczach zazwyczaj stałem na bramce, w której radziłem sobie całkiem nieźle.

Od zawsze miałem dużą głowę, więc najłatwiej broniło mi się twarzą. Skutki mojej wyjątkowej techniki widzę w lustrze do dziś.

Nigdy nie byłem na stadionie. Nie widziałem meczu na żywo. Mój domowy telewizor nie jest podłączony do żadnej anteny, spełnia więc raczej rolę mebla niż centrum wątpliwej jakości rozrywki. Nie śledzę rozgrywek ligowych. Nie obchodzi mnie kolejny elektryzujący transfer jakiegoś Kenijczyka z Kałuży Bytom do Wiosła Chojnice.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.