Po co mi studia

Po co mi studia?

Był rok 2005. Skończyłem liceum z niezłym wynikiem. Matura zdana lepiej niż przypuszczałem. Wypadałoby pójść na studia. Za każdym razem kiedy zabierałem się za przeglądanie ofert uczelni, lenistwo kuło w dupę wielkim bolcem z napisem „pieprzyć to”.

Postanowiliśmy z lenistwem pójść na kompromis. Na studia pójdę, ale wybiorę te najmniej wymagające. Lenistwo niechętnie, ale się zgodziło. Cóż, jeszcze wtedy było mało asertywne.

W tym czasie krążyły legendy o Turystyce i Rekreacji na wydziale zarządzania Politechniki Białostockiej. W skrócie TiR. Studenci innych kierunków rozszyfrowywali ten skrót jako Taniec i Relaks na wydziale Gier i Zabaw wyższej szkoły Wszystkiego Najlepszego. Dziś wiem, że trudno byłoby o trafniejszy opis.

Złożyłem papiery. Dostałem się. 1 października 2005 pojawiłem się na pierwszych zajęciach. Kilka godzin później urwał mi się film. Ocknąłem się w 2010 odbierając dyplom magistra.

Przyznaję, te 5 lat nauczyło mnie naprawdę wiele. Przydatnej wiedzy nie wyniosłem z oficjalnych wykładów, ćwiczeń czy laboratoriów ale z prywatnych rozmów z kadrą i resztą braci studenckiej.

Studia uczą dbania o własny interes. Nic już nie jest obowiązkowe. Nikt nie będzie powiadamiał rodziców o nadprogramowej absencji. Nie ma wywiadówek. Nic nie ma. Nie ma niczego? Zaliczasz albo nie. Nie? To do widzenia.

Studia uświadamiają, że wszystkie dotychczasowe egzaminy, które przyszło ci zdawać – włączając w to maturę – to pikuś przy pierwszej lepszej, lżejszej sesji. Gdzieś w okolicach połowy maja lub stycznia studenckie kampusy dzielą się na dwa obozy. Tych, którzy sumiennie kują do egzaminów. I tych, którzy postanawiają mieć wyjebane i „zobaczą co się stanie”. Generalnie jednak trudno przedstawicieli obu obozów odróżnić, wszyscy bowiem wyglądają w tym okresie jak żywe trupy. Ci pierwsi od nadmiaru wiedzy, ci drudzy od nadmiaru „wyjebania”.

Studia uczą kombinowania. Uczą jak osiągnąć cel. Celem jest pozytywna ocena. A to jak skłonisz wykładowcę do postawienia takiej to już tylko i wyłącznie Twoja sprawa. Można oczywiście regularnie przyswajać materiał i po prostu zdać egzamin. Ale to amatorka i podejście dla mało ambitnych.

Studia uczą obycia i negocjacji z bardzo trudnymi ludźmi. Każda uczelnia pełna jest osobliwości w postaci wykładowców „nie do ruszenia”. Niektórzy obrośli taką legendą, że opowieści o nich przekazywane od wielu roczników. Tłumaczenia, negocjacje, błagania, płacz i rozpacz czy może wyrazy uznania i łechtanie ego. Na każdego działa coś innego. Studia uczą, że każdego da się „podejść”.

Studia uczą improwizacji. Szczególnie na egzaminach ustnych. Wiesz, że nie wiesz. A mimo to, udaje ci się wyprowadzić taką obronę, że egzaminujący nie wie, że Ty nie wiesz. I ty to wiesz. I to jest dobre. WAT? No właśnie.

Studia uczą cierpliwości. Dziś większość uczelni wdrożyła indeksy elektroniczne. Jeszcze kilka lat temu każdy ze studentów biegał z małą, analogową książeczką wypełnioną ocenami. Na wpis do indeksu czekało się pod drzwiami wykładowcy po kilka godzin. W wąskim korytarzu bez okien. W czerwcu. W 33-stopniowym upale. Dziś wciąż pozostają terminy konsultacji i kilometrowe kolejki do „najtwardszych” przedstawicieli kadry. I nie ma, że przyjdziesz innym razem, jak będzie „luźniej”. 120 osób w kolejce? Luźniej nie będzie.

Te 5 lat po liceum to okres magiczny i trochę surrealistyczny. Okres, w którym testuje się wytrzymałość organizmu. A ponieważ organizm jest młody, silny i gotowy na wyzwania więc i poziom tolerancji na substancje wszelkie dość wysoki.

Studia uczą, że nie ma rzeczy niemożliwych. To na studiach zgłębiłem techniki teleportacji i podróży w czasie na poziomie mistrzowskim. Na studiach właśnie budziłem się w najdziwniejszych miejscach. Na studiach poznałem najciekawszych ludzi, z którymi wciąż zdarza się od czasu do czasu teleportować tu i tam.

Najważniejsza lekcja? Gdybym swoją przyszłość w jakiś sposób uzależnił od ukończenia tego śmiesznego kierunku okazałbym się skończonym idiotą. Dokładnie takim, który swoją przyszłość uzależnia od ukończenia jakichkolwiek studiów.

O ile nie wybierasz się na prawo, medycynę czy Harvard, to studia w żaden sposób nie gwarantują pracy po ich ukończeniu. Mogą wręcz utrudnić jej zdobycie, w przypadku 5 lat zmarnowanych na orbitowaniu jedynie wokół tematów uczelnianych właśnie. Nie oszukujmy się. Przydatność i poziom wiedzy przekazywanej na większości polskich uczelni jest delikatnie mówiąc – niski.

Jeśli idziesz na studia po to by dopiero „odkryć” swoje powołanie to możesz sobie darować. Jeśli nie w głowie Ci staże, praktyki albo własny biznes, a jedynie nauka i studiowanie, najpewniej tuż po odebraniu dyplomu zasilisz szeregi zdziwionych, młodych bezrobotnych.

  • http://sajmonman.blogspot.com/ Sajmonman

    Prawda. Ja jestem wiecznym studentem, ale mogę sobie na to pozwolić.Natomiast ciekawie jest obstawiać kto ze studiujących koleżanek i kolegów cokolwiek po zakończeniu edukacji osiągnie, Jest to w większości przypadków przeraźliwie widoczne.

    • Dawid Róż

      i potem taki magister/inżynier pracuje w McDonaldzie lub jakimś monopolowym. Sam studiuję, bo studiowanie to fajna sprawa ;) Jednak przyszłości w żaden sposób raczej z nimi nie wiąże

  • Magdalena Leszczyc

    „Można oczywiście regularnie przyswajać materiał i po prostu zdać egzamin. Ale to amatorka i podejście dla mało ambitnych.” A dla mnie systematyczna nauka to mistrzostwo samodyscypliny i profesjonalizm .

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      To także podążanie wytyczonymi ścieżkami, po linii najmniejszego oporu. Bez ryzyka. Jeśli się nauczysz to na pewno zdasz. Często ze świadomością, że wiedza, którą przyswajasz jest bezużyteczna.

      A później życie pokazuje, że stosowanie się do zasad nie zawsze popłaca. Czasami wręcz mocno przeszkadza, a bywają przypadki, że uniemożliwia osiągnięcie celu zupełnie.

      Nie twierdzę, że powinno się bimbać przez całe 5 lat. Ale zdrowe proporcje między przyswajaniem ciekawej i potrzebnej wiedzy a kombinowaniem przy mniej przydatnych przedmiotach to nic złego.

    • Isinlor

      Takie cechy jak chęć do pracy, samodyscyplina i profesjonalizm są bardzo cenione jeśli umie się je sprzedać np. prowadząc działalność gospodarczą. Oczywiście zdroworozsądkowe podejście jest równie ważne, ale żadna z tych trzech cech które wymieniłem nie oznacza ślepego podążania za systemem. Ludzi którzy potrafią odnaleźć drogę w chorym systemie, a jednocześnie nie rezygnują z profesjonalizmu i nie zniechęcają się należy wynosić na piedestał.

      Gloryfikowanie bylejakości i kombinowania, bez krytyki sztywnych, irracjonalnych reguł to kompletna głupota…

    • http://przemyslaw.pawliczuk.pl/ Przemysław „eRIZ” Pawliczuk

      Jeden z polskich przedsiębiorców, prowadzących kilkanaście spółek stwierdził, że studia, to idealny czas na nawiązywanie nowych kontaktów.

      I tak po paru latach stwierdzam, że gość miał rację – wiedzę zawsze można potem uzupełnić, ale ludzie po dyplomie już nie są tacy otwarci, jak ci w trakcie jego zdobywania.

  • s

    gdybyś chciał, to byś tą pracę znalazł po swoim kierunku. prawo wcale nie jest pracodajne – jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. I nie róbmy też nagonki na politechniki, bo to ile po niej jest pracy to kolejna sciema. Informatykiem w sklepie, mógłbym być bez pięcioletnich studiów.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Nie bardzo wiem, w którym miejscu doszukałeś się nagonki na politechniki. Ani tym bardziej tego, że wiązałem przyszłość z kierunkiem studiów.

    • Natalia Golisz

      Dokładnie. Ja tam całkowicie się z tekstem utożsamiłam i przed oczami miałam korytarze uniwerku…

  • E.T.

    No jak się wybiera kierunek ze względu na to, żeby jak najmniej robić, to nie należy się dziwić, że nie są to studia, które dadzą szerokie perspektywy zawodowe.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Fakt, na studia poszedłem, żeby się poopierdalać. Ale byłem tego w pełni świadomy, a plan na życie miałem ułożony zanim złożyłem papiery. Natomiast na moim roku były osoby, które trwały w przekonaniu, że sumienną nauką i piątkami w indeksie wypracują sobie wspaniałą przyszłość.

      I nie ma znaczenia, czy studiujesz na kierunku dla obiboków, czy dla jajogłowych. Z takim podejściem jedyne co pozostaje po studiach to zajęcie miejsca w kolejce w urzędzie pracy.

  • Gabryś

    Wybacz kolego ale nie mam czasu uczyć się przez 5 lat jak żyć.
    ….

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Jeszcze się zastanowie, ale najprawdopodobniej wybaczę.

  • Mateusz Budzeń

    Jeśli studia nie są dla kogoś pasją, jeśli ktoś idzie na studia, bo inni idą, jeśli ktoś idzie, żeby mieć dodatkowe 4 lata dzieciństwa, jeśli ktoś idzie tylko by mieć mgr przed nazwiskiem to dla mnie nie ma to sensu.

  • jakubhajost

    Ja rzuciłem prawo, bo wolałem mieć własną firmę. Po dziesięciu latach mogę powiedzieć, że doskonałego wyboru dokonałem. A co dopiero po innych studiach?

  • Hannah

    jakiś tydzień temu obroniłam magistra na Uniwerku z psychologii. 5 lat, może nie jakiegoś specjalnego kucia ( nigdy np. nie „zarywałam nocek” ;o ) ale do kilku przedmiotów trzebabyło przysiąść.Najwięcej jednak nauczyłam się chodząc i prosząc o staże i praktyki, uczestnicząc w nich chociaż przez miesiąc, by potem zmienić na inne, bardziej ciekawe. Nie zmienia to faktu, że wychodząc z egzaminu dyplomowego do dnia dzisiejszego ogarnia mnie lekka depresja co do mojej przyszłości, fakt czasem żałuje nawet, że nie otworzyłam kwiaciarni czy małego bistro, ale wtedy nikt nie mówił „po co Ci te studia!”.

  • abc

    To gdzie Ty studiowałeś, że nie było starosty, który zbierał indeksy i załatwiał wszystko? Chyba, że to byłes Ty i nie ogarniałes

  • jubyjubs

    Poszedłem na studia. Po 2 latach zrezygnowałem i poszedłem do pracy. Teraz mam przyzwoitą pracę, a znajomi którzy zostali na uczelni nie mają jej wcale lub dopiero zaczynają karierę zawodową w callcenter i innych ciekawych przybytkach, które na szczęście mam już dawno za sobą :) Trzy lata temu zdecydowałem, że jednak wypadałoby mieć papier. Poszedłem na prywatną uczelnię i … zrezygnowałem ponieważ dostosowując poziom nauczania do obecnych potrzeb i chęci młodzieży (nie uogólniam) uczelnia niczego mnie już niestety nie nauczy.

  • Agata

    Ależ zatęskniłam za studiami ;( Niestety teraz mam inne zmartwienia niż sesja :( Nawet za nią tęsknie! :) ps. Dziś odkryłam Twojego bloga i dziś też przeczytałam wszystkie wpisy. Masz dar do pisania a ja do czytania najwyraźniej :)

  • Anna M-k

    Fajnie przeczytać Twój tekst, dużo w nim prawdy. Ostatnio też poruszyłam u siebie tą tematykę, jednak w trochę inny sposób ;) Pozdrawiam!

  • Jane

    Chciałam poprawić autora – Studia prawnicze nie gwarantują, że będziesz miał pracę – wręcz przeciwnie – jak przeglądałam ogłoszenia kancelarii – było napisane ” Studentom po studiach prawniczych DZIĘKUJEMY” :-/ Teraz znalezienie pracy w tym zawodzie graniczy z cudem, bo nikt nie chce robić sobie konkurencji.A jeśli chodzi o aplikantów po aplikacji sędziowskiej czy prokuratorskiej to latami czekaja na zwolnienie etatu.Za dużo osób pokończyło takie studia i nie ma dla nich miejsc.
    Na chwilę obecną studia prawnicze to strata czasu – zainwestujcie lepiej w języki obce.