Rok w obiektywie

Rok w obiektywie

Był 14 sierpnia 2013. Właśnie przeprowadziliśmy się do nowego, własnego domu. W salonie nie mieliśmy jeszcze żadnych mebli. Gołe ściany i parkiet.

Był późny wieczór. Dawno po zachodzie słońca. Na środku pustego pokoju siedziałem na fotelu przywiezionym z biura i zastanawiałem się… No dobra, co teraz?

Znacie to uczucie, kiedy nudząc się wymyślacie sobie dziwne zajęcia. Postanawiacie nie wiadomo co. Ot, zostanę sławnym blogerem. Od jutra zacznę biegać. Rzucam palenie. Znajdę sobie dziewczynę. Napiszę książkę. Postanowienia karmione słomianym zapałem, który już następnego ranka tląc się ostatkiem sił, kpi „Coś ty sobie wczoraj, durniu, wymyślił? LOL.”

Czytaj dalej

O pisaniu

O pisaniu

„Jak powstają Twoje teksty” – gdy mnie ktoś tak spyta… rapował Kazik prawie 20 lat temu. Różnie powstają, powiadam.

Jest niedziela. Szósta rano. W głowie szumi jeszcze sobotnie piwo. Nie tak przyjemnie jak wczoraj, ale jednak. Jest niedziela. Szósta rano. A ja siedzę przed komputerem i piszę. Piszę, bo Wam obiecałem. Obiecałem też sobie.

W komentarzach zgodnie stwierdzacie, że Otóż to! świetnie się czyta, a ja niebywale sprawnie władam słowem (trochę przesadzam, trochę bardzo). Czytanie jest łatwe. To pisanie jest cholernie trudne, a coś takiego jak „lekkie pióro” nie istnieje. Nie u mnie. Moje pióro jest zawsze bardzo ciężkie.

Czytaj dalej

Pieprzony Murphy

Pieprzony Murphy

Słowem wstępu nadmienię jedynie iż tekst, który właśnie zaczynacie czytać został napisany na starym, awaryjnym komputerze.

Siedzę przy kuchennym stole, z wielkim, sześcioletnim 24” bydlakiem przede mną. Bydlak działa. Działa całkiem nieźle. Ale z mobilnością ma mniej więcej tyle wspólnego co Pałac Kultury i Nauki.

Piszę w pozycji wyprostowanej. Cholera, pewnie nawet ergonomicznej. Sam jestem ciekawy co z tego wyjdzie, bo wszystkie pozostałe teksty powstawały kiedy leżałem powykręcany na kanapie. Ale nie dziś…

Czytaj dalej

O ludziach na kempingu

Ludzie na kempingu

W zeszłym tygodniu zachwycałem się urokami urlopowego życia na łonie natury. Bez trosk i zmartwień. Bez internetu i klientów.

Ale z ludźmi. Pal sześć najbliższe towarzystwo. Przecież wybraliśmy siebie nawzajem. Skazaliśmy się na swoją obecność świadomie i na własne życzenie.

Ale na wszelkiej maści polach namiotowych czają się przecież nieznajomi. Prawdziwe osobliwości. Ludzie z różnych zakątków Polski. Z różnymi przyzwyczajeniami. Z różną kulturą. Albo bez.

Czytaj dalej

Urlop

Urlop

Kiedy cztery lata temu otwierałem firmę, nikt nie raczył uświadomić mnie jak ważnym elementem życia zawodowego jest urlop. Nikt też nie poinformował mnie, że wbrew pozorom pracując na „swoim” o urlop jest cholernie ciężko.

Powód jest prosty. Zarabiam tylko, jeśli faktycznie pracuję. Grzejąc tyłek na cieplutkim etacie miałbym ustawowo przyznane kilka tygodni urlopu, za które na dodatek ktoś musiałby mi zapłacić. El Dorado.

Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam to co robię. Jeszcze bardziej lubię kwoty, które spływają dzięki temu na konto. Zawodowo spełniam się każdego dnia w biurze. Być może właśnie dlatego tak trudno jest mi się wybrać na urlop. Udało mi się. Co prawda raptem 3-dniowy i to w weekend. Ale się udało…

Czytaj dalej

W ryj dać mogę dać

W ryj dać mogę dać

Wspaniały piątkowy poranek. Idealnie zaparzone espresso łyk po łyku delikatnie pobudza mnie do pracy. Słońce za oknem zapowiada genialną pogodę na weekend. Dzień idealny, chciałoby się rzec.

Wśród codziennych rytuałów swoje 5 minut ma Facebook. Nie wstydzę się przyznać, że od tej niebieskawej strony jestem uzależniony. Ćpam lajki. Upajam się komentarzami. A zielona kropka przy moim nazwisku świeci właściwie 24 godziny na dobę.

Facebook ma pewne ograniczenia, choćby wiekowe. Administracja blokuje wypowiedzi przepełnione nienawiścią. Zakazana jest pornografia. Nawoływanie do agresji czy rasizm też szybko znikają ze ścian użytkowników. Jak w życiu, nie ma za to żadnych ograniczeń jeśli chodzi o głupotę.

Czytaj dalej

Małe radości

Małe radości

Moja poranna kawa musi mieć określoną temperaturę. Jeśli mam do wyboru piwo ciepłe i skrajnie zmrożone, wybiorę to pierwsze. Nie tknę też żarcia, którego termin przydatności do spożycia upływa dzisiaj.

Klimatyzacja w aucie musi być ustawiona na okrągłe wartości. Nie 19,5°. Nie 23,5°. Dopuszczalne są tylko 19.0° lub 23.0°. Zanim wyciągnę końcówkę węża z baku, dystrybutor musi odbić 3 razy. Nie mniej. Nie więcej.

Czysty snobizm? A może nerwica natręctw? Może jestem wariatem? Może powinienem wylądować na oddziale zamkniętym? Może wszyscy powinniśmy?

Czytaj dalej

O ludziach w kinie

O ludziach w kinie

Uwielbiam kino. Dziesiąta muza zdecydowanie plasuje się w moim top 3. Zasiadanie w kinowym fotelu przed ogromnym ekranem to dla mnie magiczny moment.

Oczywiście jeszcze bardziej magiczne jest 45 minut reklam przed właściwym seansem. Dowiaduję się w tym czasie jak wywabić plamę z niemiłosiernie upierdolonej koszuli a jakiś podrzędny polski aktor tłumaczy mi, która kawa jest najlepsza. Kiedy jednak gasną światła a kurtyna przed ekranem rozsuwa się jeszcze bardziej zapominam o zachwalanych przed momentem podpaskach.

Czytaj dalej

Źle i niedobrze

Źle i niedobrze

Nieco spóźniony, ale jednak, postanowiłem się przyłączyć do akcji #NIEnarzekam. Tak się składa, że jeden z moich archiwalnych tekstów, po kilku drobnych poprawkach powinien całkiem nieźle wstrzelić się w ten hashtag.

Oczywiście zamierzam przy tej okazji ponarzekać (a jakże!) na to, że co raz trudniej dziś trafić na osobę, która nie jest w pełni przekonana o beznadziejności swojej egzystencji.

Poszerzanie grona znajomych staje się uciążliwe, bo co rusz trafia się na wiecznie niezadowolonych. A to przecież ludzie młodzi, zdrowi i na pierwszy rzut oka szczęśliwi. Po chwili rozmowy okazują się być skrajnymi pesymistami, którzy swoje życie dawno już mentalnie przegrali.

Czytaj dalej

Mundialowy ból dupy

Mundialowy ból dupy

Nigdy nie byłem zagorzałym fanem piłki kopanej. Ani jako kibic, ani jako gracz. W szkolnych meczach zazwyczaj stałem na bramce, w której radziłem sobie całkiem nieźle.

Od zawsze miałem dużą głowę, więc najłatwiej broniło mi się twarzą. Skutki mojej wyjątkowej techniki widzę w lustrze do dziś.

Nigdy nie byłem na stadionie. Nie widziałem meczu na żywo. Mój domowy telewizor nie jest podłączony do żadnej anteny, spełnia więc raczej rolę mebla niż centrum wątpliwej jakości rozrywki. Nie śledzę rozgrywek ligowych. Nie obchodzi mnie kolejny elektryzujący transfer jakiegoś Kenijczyka z Kałuży Bytom do Wiosła Chojnice.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.