O pisaniu

O pisaniu

„Jak powstają Twoje teksty” – gdy mnie ktoś tak spyta… rapował Kazik prawie 20 lat temu. Różnie powstają, powiadam.

Jest niedziela. Szósta rano. W głowie szumi jeszcze sobotnie piwo. Nie tak przyjemnie jak wczoraj, ale jednak. Jest niedziela. Szósta rano. A ja siedzę przed komputerem i piszę. Piszę, bo Wam obiecałem. Obiecałem też sobie.

W komentarzach zgodnie stwierdzacie, że Otóż to! świetnie się czyta, a ja niebywale sprawnie władam słowem (trochę przesadzam, trochę bardzo). Czytanie jest łatwe. To pisanie jest cholernie trudne, a coś takiego jak „lekkie pióro” nie istnieje. Nie u mnie. Moje pióro jest zawsze bardzo ciężkie.

Większość blogów pisana jest aby przekazać konkretną treść. Niestety, wiele po to aby autor mógł sobie ponarzekać. Niektóre pisane są celem zgarnięcia honorarium za plakietkę „tekst sponsorowany”. A jeszcze inne po to aby uświadomić plebsowi jaki hajlajf uprawia autor.

Część tekstów ma właściwości edukacyjne. Od ich czytania stajecie się mądrzejsi. Przykro mi, przy moich tekstach można jedynie zgłupieć. Dla przyjemności pisania piszę jedynie. Hedonizm literacki uprawiam.

Tak jak ci, którzy nie celem zrzucenia wałów tłuszczu z brzucha, a dla samej przyjemności biegania przebierają nóżkami szybciej niż inni. Tak jak ci, którzy nie dla orgazmicznych doznań smakowych gotują, a jedynie dla przyjemności mieszania drewnianą chochlą w garnku.

Mam stary dom na odludziu. Niewielki gabinet na piętrze. Duże drewniane biurko pod oknem. Za oknem widok na jezioro. Za jeziorem ośnieżony szczyt. Na biurku stara maszyna do pisania i stos czystych kartek. Obok maszyny leżą od kilku tygodni. Ich idealna biel zdążyła już zmienić się w kolor ecru.

Na skrzypiącym krześle siedzę ja. W piżamie, szarym szlafroku i wygodnych kapciach. W lewej ręce trzymam czarny kubek z gorącą, gorzką kawą. Prawdziwą kawą, nie jakimś rozpuszczalnym półproduktem. Spoglądam na otwarte okno. Delikatny podmuch rześkiego wiatru porusza białą zasłoną i unosi kilka kartek. Odstawiam kawę. Zaczynam pisać.

No dobra…. Tak powstają powieści bohaterów komedii romantycznych. Jeśli przyjdzie mi kiedyś napisać książkę, obiecuję że będzie się rodziła w takiej właśnie scenografii. Teksty na Otóż to! muszą jednak zadowolić się domem za miastem, kanapą z Ikei i laptopem z jabłkiem. Szlafroka też nie mam. Ale i bez szlafroka daję radę.

Cierpię w tym pisaniu na chorobliwy perfekcjonizm. Głaszczę i poleruję każde zdanie. Większość tekstów znam na pamięć, bo każdy z nich czytałem po dwadzieścia razy. Często kilka tygodni po publikacji jeszcze coś poprawiam. Mam nadzieję, że to właśnie dzięki temu nikt jeszcze nie skarżył się na przeszywający ból głowy po skonsumowaniu któregoś z tekstów. Co najwyżej delikatne mdłości.

Piszę dla siebie i dla Was już od 32 tygodni. Piszę bo lubię. Piszę bo chcę. Piszę bo pisanie pomaga. Piszę bo chcecie czytać. Piszę, bo co innego miałbym robić w niedzielę o szóstej rano? Piszę i pisać będę dalej.

  • http://www.pixelpr.net/ Monika Loryńska

    Ja też dziś wstałam wcześnie i piszę. Mogę pisać tylko w totalnej ciszy, kiedy wszyscy śpią albo nikogo nie ma w domu. Nie potrafię się skupić, jak ktoś koło mnie chodzi albo kiedy telefony dzwonią co 5 minut. Bo pisanie wbrew pozorom zajmuje naprawdę dużo czasu, czasem pół dnia lub cały dzień potrzeba by wyprodukować jeden tekst na bloga. To wymaga mega motywacji.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Gdybym miał siedzieć cały dzień nad jednym tekstem, to pewnie bym zwariował. Ale fakt, że najlepiej pisze się, kiedy wszyscy wokół jeszcze śpią.

      Dostaję szału, kiedy ktoś zagląda mi przez ramię w pierwszy draft tekstu, taki niedopracowany, z mnóstwem pourywanych zdań.

  • http://www.dolinakulturalna.pl/ Ola z Doliny Kulturalnej

    Wbrew pozorom wiele blogów powstaje z przyjemności pisania, nawet tematycznych. Sama zresztą taki mam.

    Nie wiem, czy mogę gratulować tego perfekcjonizmu, czy raczej współczuć. Sama niestety nie mam cierpliwości do edycji własnych tekstów, staram się je czytać od razu po napisaniu i tuż przed publikacją, i zawsze traktuję to jako karę boską. Edycja jest jednak niezbędna. W końcu chodzi o to, żeby ułatwić czytanie sobie i pozostałym.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Sa mnie wiem, czy współczuć czy gratulować. Z jednej strony takie polerowanie każdego zdania jest męczące. A z drugiej, efekt całości dużo lepszy. Nie wyobrażam sobie opublikowania tekstu, który w jakimś przypływie inspiracji przelałem na ekran „jednym tchem”.

  • Emi M

    Pisz, pisz koniecznie! :) Świetnie się to czyta, a fragment z otwartym oknem i widokiem na jezioro zrobił wrażenie i zaostrzył apetyt na więcej :)

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      No dobra. Będę pisał.

  • Tomek

    Ironizujesz, ale mimo to plus za czarną gorzką kawę. Też nie cierpię rozpuszczalnej lury.
    Zazdroszczę tym, którzy potrafią usiąść i pisać. Moje najlepsze teksty (czy to na blogu czy w pracy) powstają w marszu. Część „złotych myśli” uratował dyktafon :)

    Na marginesie: Czytam Cię chyba od początku. Może pióro Ci ciąży, ale trzymasz poziom :)

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Ironizuję? Nigdy w życiu. Brzydzę się ironią :P

  • http://www.uglywriter.blog.pl/ uglywriter

    „Piszę bo pisanie pomaga.”Tak właśnie jest.Podoba mi się zamysł publikowania jednego tekstu na tydzień.Taki wpis jest wart więcej niż …codzienne wrzutki :)

  • Aga Ta

    I fajnie,że piszesz!