Mundialowy ból dupy

Mundialowy ból dupy

Nigdy nie byłem zagorzałym fanem piłki kopanej. Ani jako kibic, ani jako gracz. W szkolnych meczach zazwyczaj stałem na bramce, w której radziłem sobie całkiem nieźle.

Od zawsze miałem dużą głowę, więc najłatwiej broniło mi się twarzą. Skutki mojej wyjątkowej techniki widzę w lustrze do dziś.

Nigdy nie byłem na stadionie. Nie widziałem meczu na żywo. Mój domowy telewizor nie jest podłączony do żadnej anteny, spełnia więc raczej rolę mebla niż centrum wątpliwej jakości rozrywki. Nie śledzę rozgrywek ligowych. Nie obchodzi mnie kolejny elektryzujący transfer jakiegoś Kenijczyka z Kałuży Bytom do Wiosła Chojnice.

Ale, ale! Nie jestem totalnym ignorantem. Lubię na przykład wyliczać sobie ile kawalerek w Warszawie mógłby kupić Cristiano za każdą minutę spędzoną na boisku. Albo drwić ze wzrostu Messiego. Uwielbiam też słuchać jak komentatorzy wypowiadają nazwisko Yaya Touré.

Generalnie jednak, futbol mam w dupie. Z głębokiego poważania wyciągam ową dyscyplinę raz na jakiś czas. Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy i wyjątkowo ciekawe spotkania w Champions League.

I tak oto nadeszły dni kiedy z zimnym piwem rozsiadam się przed laptopem i odpalając transmisję online wyłączam się na 90 minut. Relaksuję się. Tak po prostu. Zielony ekran i radiowe głosy komentatorów działają uspokajająco. Popełniam jednak pewien błąd. Zamiast po meczu udać się do sypialni postanawiam przejrzeć jeszcze trochę internetu. A tam… epidemia bólu dupy.

Zaraz po ostatnim gwizdku meczu otwarcia tegorocznego Mundialu wszystkie serwisy dosłownie obesrały się nagłówkami o oszukanych Chorwatach. Oto okazało się, że najważniejszy nie jest wynik. Nie inauguracja święta fanów piłki. Nie wspaniałe widowisko, popisy piłkarzy czy gole. O nie! Nie! Najważniejszy jest błąd sędziego.

Wyrwane zwycięstwo, skandal, ślepy arbiter! Drukarz! Oszust! Zabić! – krzyczy w komentarzach armia wiernych kibiców z Onetu. Na pal japońca! Wymordować mu rodzinę. Pozamykać dzieci w rozgrzanym samochodzie!

To trochę tak jakby wściekać się na wiatr w plecy przy skokach narciarskich. Przebitą oponę w rajdach samochodowych. Ślimaków w pitstopie, albo cios poniżej pasa w boksie. Pech, ludzki błąd, albo celowe działanie niezgodne z zasadami. Wszystko to wpisane jest w naturę danej dyscypliny. Wszystko to w jakiś sposób kreuje piękno danego sportu. Bo wierzyć mi się nie chce, że miały tam miejsce jakiekolwiek machloje związane z ustawianiem wyniku.

I tak jak potrafię zrozumieć chwilowe rozgoryczenie Chorwatów, tak nie ogarniam wściekłości rodaków. Modrić i spółka zapomną o wszystkim do końca lipca. Tymczasem studio TVP i dinozarły polskiej piłki z Jackiem-hehe-Gmochem na czele roztrząsać będą błąd Nishimury przez lata. Albo nawet dekady. Tak jak wciąż jarają się meczem z 1974r. Tak jak wciąż dostają ataków agresji na dźwięk nazwiska Webb.

Zamiast powtórek z fenomenalnych akcji wielkich piłkarskich talentów dostaję replay w slow motion z 24 ujęć jak jeden z kopaczy przekracza linię spalonego o 0,12 cm. Już teraz łatwiej znaleźć w polskiej Sieci kompilację sędziowskich błędów niż efektownych goli. Czy naprawdę o to chodzi?

A gdyby tak po prostu cieszyć się tym miesiącem sportowego święta? Gdyby tak po prostu dać się ponieść pozytywnym emocjom towarzyszącym spotkaniom przed telewizorem. Gdyby dać spokój japońskiemu arbitrowi i tak po prostu podziwiać piękno futbolu? Nawet jeśli przez Nishimurę „nie wszedł” Wam ten niewiarygodnie ważny kupon za 2zł na esteesach. Może warto skupić się na piłce a nie na gwizdku? Dacie radę?

  • http://mustang-marketing.pl Tomasz Gawłowski

    Problem jest taki, że dzisiejszy football jest tak wyrównany że 1 większy błąd wypacza wynik całego meczu. Jeżeli do tego dorzucimy skorumpowane, a przynajmniej działające w nieklarowny sposób organizacje piłkarskie (wszystkie w mojej opinii) to rezultat jest jaki jest – masa sfrustrowany kibiców. I nawet nie chodzi tu o pasjonatów, zagorzałych fanów. Każdy, nawet przypadkowy widz chciałby sprawiedliwości w sporcie. Wygrać powinien lepszy albo ten co miał więcej szczęścia danego dnia, a nie ten któremu sędzia pomoże.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Taki błąd arbitra podpiąłbym właśnie pod „więcej szczęścia”.

    • http://mustang-marketing.pl Tomasz Gawłowski

      ee tam. Więcej szczęścia byłoby gdyby obrońca poślizgnął się na murawie albo bramkarza oślepiło słońce, a nie gdy sędzia rozdaje karne z kapelusza.
      Uważam że w profesjonalnym sporcie najważniejsza jest sprawiedliwość, a nie frajda z gry czy samego uczestnictwa. Mało który piłkarz ma możliwość zagrać choćby raz na MŚ, więc megasłabe jest jak ktoś mu zabiera wynik na który pracuje całe życie.

    • peniu

      że tak się wtrącę, piłka nożna będzie zawsze grą błędów:) a parafrazując główny monolog..JEST to zajebisty WORLD CUP. Mam wrażenie że gram z PES/FiFA, jest tak pięknie i tyle goli:D – >3 na mecz:)

  • http://www.kowalskiemil.pl Emil Kowalski

    „Nie obchodzi mnie kolejny elektryzujący transfer jakiegoś Kenijczyka z Kałuży Bytom do Wiosła Chojnice.” – to dobre!!! Podoba mi się takie podejście hehe