Małe radości

Małe radości

Moja poranna kawa musi mieć określoną temperaturę. Jeśli mam do wyboru piwo ciepłe i skrajnie zmrożone, wybiorę to pierwsze. Nie tknę też żarcia, którego termin przydatności do spożycia upływa dzisiaj.

Klimatyzacja w aucie musi być ustawiona na okrągłe wartości. Nie 19,5°. Nie 23,5°. Dopuszczalne są tylko 19.0° lub 23.0°. Zanim wyciągnę końcówkę węża z baku, dystrybutor musi odbić 3 razy. Nie mniej. Nie więcej.

Czysty snobizm? A może nerwica natręctw? Może jestem wariatem? Może powinienem wylądować na oddziale zamkniętym? Może wszyscy powinniśmy?

Każdy z nas ma swoje ulubione zapachy, dźwięki i kolory. Swoje własne dziwne dziwactwa, które jednych bawią, innych doprowadzają do szału. Te małe radości ocierające się o granice fetyszu. Drobne szczegóły otaczającego świata, dla innych niezauważalne, dla nas tak bardzo ważne. Błahe pierdoły, które „robią dzień”.

Na przykład uwielbiam dźwięk, jaki wydają sznurowadła mocno ściągane przy zawiązywaniu przed chwilą kupionych butów. Przed chwilą kupionych, niespotykanie wygodnych butów – wypadałoby dodać.

Lubię moment, kiedy jadąc przez miasto przejeżdżam wzdłuż przeszklonego budynku, w którego szybach podziwiać mogę piękną sylwetkę mojego auta i własną, mniej piękną głowę wystającą zza linii samochodowego okna.

Zapach pasty do butów. Nie jakiegoś bezbarwnego gówna w sztyfcie, a prawdziwej, oldschoolowej, smolisto czarnej smrodliwej mazi. Jeden sztach takiego aromatu potrafi poprawić humor na kilka godzin.

Drzemka na przydomowym tarasie z przyjemnie szumiącym w głowie chłodnym piwem. I świadomość, że dziś nic nie muszę.

Wycieczka rowerowa, która zupełnie przypadkiem kończy się okrągłą liczbą przejechanych kilometrów.

Odgłos, jaki wydają kluczyki od samochodu dyndające w stacyjce. Bardzo specyficzny. Pojawia się tylko przy niektórych zakrętach, przy odpowiednim kącie i prędkości.

Idealnie przyrządzone jajka sadzone i rozpływające się w ustach żółtko. Albo smak gorzkiej czekolady popijanej gorącą kawą.

Pierwszy danego wieczoru łyk whisky przyjemnie rozpływający się po całym ciele. Każdy następny nie szumi w głowie już tak genialnie.

Chwila, kiedy kładę się spać tak zmęczony, że zaśnięcie zajmuje mi 2,42 sekundy. I moment, kiedy rano budzę się w pełni wypoczęty. Dwie minuty przed tym jak zadzwonił budzik.

Odgłos jaki wydają koła samochodu wolno toczące się po szutrowej drodze. Opony roweru szumiące na nie do końca gładkim asfalcie.

Wyjątkowy, krwisto brzoskwiniowy kolor nieba podczas letniego zachodu słońca. Zapach burzy, zanim jeszcze spadnie pierwsza kropla deszczu. Przyjemny powiew gorącego wiatru zaraz po wyjściu z klimatyzowanego pomieszczenia.

I wiele, wiele innych małych radości, na które być może nie zwracam uwagi, a bez których czegoś by mi w życiu brakowało.

Bo tak naprawdę nie żyjemy dla awansu w korpo, ani władzy nad światem. Nie dla milionów na koncie i nie dla sławy. Nie dla szalonych imprez ani szóstki w lotto. Nie dla najbliższych przyjaciół i nie dla rodziny. Nie dla lajków na Facebooku ani nawet dla głównej na wykopie.

Codziennie rano wstajemy z ukrytą głęboko w podświadomości nadzieją na to, że dziś znów kluczyki zadyndają w stacyjce w określony sposób.

A jeśli faktycznie zadyndają, to wieczorem, stojąc przed lustrem spokojnie i z czystym sumieniem można stwierdzić: To był dobry dzień.

  • gosienka

    Ten wpis dał mi do myślenia. Nie potrzeba szóstki w totka, żeby podsumować dzień jako „udany”

    • Jakim

      Oczywiscie ze pottzeba, tylko nie codziennie.

  • http://agatamusz.com/ Agata Muszyńska

    Świetnie. Dzisiaj akurat potrzebowałam przypomnienia, że nie żyje się dla awansu w korpo. ;) Chłód klatki schodowej w upał też cieszy, podobnie jak ten ciepły wiatr po wyjściu z klimatyzowanego pomieszczenia.

  • http://m-ortycja.blogspot.com/ M.Ortycja

    też ostatnio napisałam notkę w podobnym klimacie…
    takie małe radości składają mi się na ogólnie pojęte szczęście, szkoda tylko, że dopiero niedawno zaczęłam to zauważać, a wcześniej byle pierdołą się frustrowałam.

  • Mhmuhu

    Dostrzegam wartość w cieszeniu się z codziennych, małych rzeczy – ale konkluzja pod koniec sprowadza się do stwierdzenia, że najlepiej być biernym. Po co o cokolwiek walczyć – przecież mam odpowiednią w samochodzie temperaturę. Trudno, niech mną pomiatają w pracy albo w domu – ważne, że kluczyki zadyndały w stacyjce! Trzeba być hipokrytą albo masochistą, żeby w takiej sytuacji twierdzić, że to jednak „był dobry dzień”… No i najbardziej absurdalnie (że niby nie żyjemy dla rodziny, hę?) – „co prawda córka ma raka, ale za to w drodze do szpitala widziałem mój piękny samochód w lustrze, więc to był dobry dzień”.:D:D:D

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Tak mi przykro.

    • Mhmuhu

      Dlaczego?

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Że się nie zrozumieliśmy.

    • Mhmuhu

      To wyjaśnij, proszę, czego nie zrozumiałam.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Nie wiem, w którym fragmencie wyczytałaś, że najlepiej pozostać biernym. Ani tym bardziej skąd wytrzasnęłaś córkę z rakiem. W tej nadinterpretacji trochę się zagalopowałaś. Brakuje jeszcze Godzilli i drugiej zasady termodynamiki.

      Rozumiem, że możemy mieć w życiu inne priorytety. Ty chcesz walczyć za wszelką cenę. Nie wiem jeszcze o co, ale mam pewne obawy, że nie o to co trzeba.

      Ale walcz. Poczuj trud walki. Staw czoła pomiatającymi Tobą. Walcz. A ja w tym czasie zjem sobie jajko sadzone.

    • Mhmuhu

      To nie nadinterpretacja, bo jak sam napisałeś, Ty nawet nie wiesz, o co miałbyś walczyć. Wystarcza Ci jajko sadzone. Przecież to jest właśnie ta bierność… Nota bene, przykłady, które podałam, nie odnoszą się do mojego życia – więc Twoje „obawy” są bez sensu. Wyjściem nie jest dla mnie przesunięcie uwagi z „korpo, sławy i lajków” na jajka sadzone i kluczyki w samochodzie. To jest po prostu unikanie konfliktu z tymi promowanymi wartościami. Praca – w korpo czy nie – ma większy wpływ na naszą egzystencję niż jajko sadzone, czy komuś się to podoba, czy nie. Dlaczego w takim razie nie zająć się swoim stosunkiem do owej pracy, zamiast odwracać uwagę jajkiem sadzonym? Przecież to, że w globalnej skali świat wygląda tak, a nie inaczej nie oznacza, że w skali mikro nie można żyć inaczej. Że nie można już samemu sobie wyznaczać w życiu wartości. Nie chodzi o żadną walkę, zmienianie świata, idealizm etc. – tylko o maksymalne „customizowanie” swojego życia na KAŻDYM poziomie. O kwestionowanie promowanych wartości po to, żeby poszerzyć skalę naszych doświadczeń, poprawić jakość egzystencji. Oczywiście, czasem można ją też pogorszyć, no ale bez ryzyka nie ma życia…

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Mam wrażenie, że przeczytałaś inny tekst niż ja napisałem. Nie sprowadzam życia do delektowania się jajkami sadzonymi. Tytuł tekstu to nie „Najważniejsze w życiu wartości”. Pogódź się z tym.

    • http://www.handimania.com Simon Raczka

      Wszystko to można skondensować w szeroko rozumianym slow life ;) Jednym ze sposobów relatywnie ekspresowego dotarcia do tego miejsca, gdzie cieszy Cię to co powyżej + jeszcze bardziej prozaiczne rzeczy jak możliwość poruszania się o własnych siłach, to spaść 300m po ścianie lodowca masywu Mont Blanc :D Bardzo skuteczne, aczkolwiek nie polecam.

  • http://magdanazimno.be/ magda na zimno

    1. Uwielbiam Cię czytać od jakiegoś czasu (wcześniej po prostu nie znałam);
    2. ta chwila, kiedy się zasypia tyle, co własne auto do setki. Tak to to :)

  • http://thoughtsblender.com Thoughts Blender

    Ta chwila, gdy siadasz na prasówkę blogową i znajdujesz superfajne teksty superzdolnych ludzi. Siedzisz, czytasz, podziwiasz tę mądrość, czujesz ukłucie zazdrości i wiesz, że nadchodzi to na co czekałaś od dłuższego czasu – natchnienie :)
    Tak lubię takie drobne przyjemności :)

  • http://about.me/bgn BGN

    A jak powiem, że będę czytał ten blog tylko dlatego, że po lewej jest Retina 15″?

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Moja bratnia duszo!

  • http://www.mamoniekrzycz.blogspot.com mamo, nie krzycz

    Małe przyjemności i małe nagrody <3 .

  • Blanka Dobrowolska-Jakubiec

    jeśli przestaniemy dostrzegać małe radości to możemy miec pewnośc, ze zostaliśmy ubezwłasnowolnieni – przez wlasną pracę, przez innych, przez dorosłość. Małe radości tworzą nam tożsamość.