O ludziach na kempingu

Ludzie na kempingu

W zeszłym tygodniu zachwycałem się urokami urlopowego życia na łonie natury. Bez trosk i zmartwień. Bez internetu i klientów.

Ale z ludźmi. Pal sześć najbliższe towarzystwo. Przecież wybraliśmy siebie nawzajem. Skazaliśmy się na swoją obecność świadomie i na własne życzenie.

Ale na wszelkiej maści polach namiotowych czają się przecież nieznajomi. Prawdziwe osobliwości. Ludzie z różnych zakątków Polski. Z różnymi przyzwyczajeniami. Z różną kulturą. Albo bez.

Okupanci

W namiocie ciężko raczej o kibelek z prawdziwego zdarzenia. Gdzieś w centrum pola namiotowego stoi buda z kilkoma kabinami i jednym prysznicem. Mekka wszelkiej maści dziwaków, którzy przyjechali na wakacje myć się i srać.

Pół biedy jeśli owa buda jest otwarta 24/7 i dostępna dla każdego. Ale tym razem trafiłem na pole, gdzie sanitariaty (muj borze, co za wstrętne słowo) były zamykane na kluczyk. Kluczyk ów każdy mógł sobie wypożyczyć za drobną opłatą. Problem w tym, że posiadając go można było cały budynek zamknąć… od środka.

Trzy kibelki, dwie kabiny prysznicowe, a w środku zamknięty jeden babsztyl, który od sześciu godzin „myje głowę”. Na zewnątrz, następny w kolejce czeka jej mąż, który zajmuje całość na kolejny tydzień. W tym czasie żonie zdążyła ubrudzić się głowa, więc znów ustawiła się w kolejce. W ten sposób jedna wyjątkowo dbająca o czystość parka zajmuje kibelek na dwie dekady.

Ale okupanci to nie tylko wiecznie zajęta toaleta. Niewyobrażalną wręcz przebiegłością wykazują się ludzie, którzy „zajmują” miejsce. Najpóźniej o 3:24 nad ranem są już na plaży rozstawiając parawan i leżaczki w starannie wybranym miejscu. W kolejce po świeże pieczywo do campingowego sklepiku ustawiają się już poprzedniego wieczora. A miejsce pod namiot zajęli już w zeszłym sezonie zastawiając je samochodem, który najwyraźniej sprawili sobie tylko i wyłącznie do tego celu.

Zabunkrowani

Zazwyczaj ludzie około pięćdziesiątki. Przyjeżdżają na pole campingowe z przyczepą. Do przyczepy montują kawał plandeki z dziurami imitującymi okna. Do tego jakiś przedsionek. Wszystko to robią od środka, aby nikt ich przypadkiem nie zobaczył. W tak przygotowanym bunkrze (i tylko tam) spędzają kolejne dni.

Serio. Nie wiem nawet ile osób jest w środku, mimo, że przyczepę mijam kilka razy dziennie. Nigdy nikogo nie widziałem. Dochodziły mnie jedynie przytłumione głosy z wnętrza tego przybytku. W tym płacz dzieci łkających o choćby 30 sekund dostępu do światła słonecznego często przerywany głuchym uderzeniem.

Gdyby mogli, wykopaliby wokół fosę, a na łańcuchu zostawili wściekłego pitbulla. Wara ode mnie i mojej przyczepy! Zastanawiam się tylko kiedy któryś z tak zabunkrowanych wystawi przez okno lufę i zacznie strzelać do każdego kto zbliży się na niebezpieczną odległość kilkudziesięciu metrów.

Centra uwagi

W swoim mieście niezauważani, pomijani, zapomniani. Wyjeżdżają pod namiot aby stać się duszą towarzystwa i blaskiem swojej urojonej zajebistości porazić pozostałych mieszkańców pola campingowego. Sposobów mają na to całe mnóstwo.

Podziurawiony tłumik starego Forda Escorta na 21″ felgach, którym łysawy, przypakowany 35 latek przeciska się między drzewami szukając wymarzonej parceli pod szmacianą willę dla siebie i swojej dziuni. Ach ten wspaniały ryk silnika. Wszyscy wokół już wiedzą, że mają do czynienia z miłośnikiem motoryzacji. Petrolhead, tak zwany. Jeremy Clarkson może mu naskoczyć.

A może meloman wspaniałomyślnie dzielący się swoją kolekcją? Repertuar wybitnie szeroki. Od Zbyszka Wodeckiego, przez Weekend, Nirvanę, Natalię Oreiro aż po Cwałowanie Walkirii Wagnera w wykonaniu Orkiestry Londyńskiej Filharmonii. A wszystko to płynące z dwóch fabrycznych gwizdków starego Lanosa, z których jeden nie działa. Przez 3 godziny dziennie. Codziennie.

Ale to wszystko jest niczym przy gościu, który zabrał na wakacje… megafon. Jak desperacko trzeba pragnąć uwagi aby od 7 rano częstować wszystkich wokół niskich lotów dowcipami donośnie śmiejąc się w tubę po każdym z nich. Niestety, każdy megafon jest wyposażony w funkcje napierdalania syreną, której ów desperat zdecydowanie nadużywał. Boje się takich ludzi. Serio. Są nieobliczalni. Bo czego można spodziewać się po gościu, który pakując się na wakacje uznał, że megafon będzie mu na urlopie niezbędny.

Przyzwyczajeni

To akurat przykłady sprzed dwóch lub trzech lat. Zapadły mi jednak w pamięć tak głęboko, że nie sposób o nich nie wspomnieć. To ludzie, którzy traktują namiot jak swoje codzienne mieszkanie.

Podczas naszego ostatniego biwakowania nad morzem spotkaliśmy kobietę, dla której odrobina brudu była najwyraźniej nie do zniesienia. Owa pani codziennie w swoim namiocie… odkurzała a teren przed nim starannie zamiatała.

Normalny człowiek jadąc pod namiot liczy się ze wspomnianą odrobiną brudu, która towarzyszyć mu będzie przez kilka najbliższych dni. Materac z szyszek, piach w uszach, nie do końca czyste ciuchy – standard. Ale najwyraźniej są ludzie, którzy zachowują się pod namiotem dokładnie tak jak u siebie w domu i wszelkie odstępstwa od rutyny są ponad ich siły.

Pewna starsza pani przesiąknięta wieloletnim przyzwyczajeniem zabrała ze sobą na camping ulubioną pierzynę. Nie śpiwór. Nie jakąś tam cienką kołderkę z Ikei. Normalną, kilkukilogramową, grubą pierzynę z prawdziwego zdarzenia. Niestety biorąc pod uwagę nocne temperatury w okolicach 25-27C babunia była zmuszona codziennie pierzynę wietrzyć.

Dziadkowie faszyści

Rodzicom udało się podstępem wepchnąć pociechy do dziadkowej Łady. 2 tygodnie wolne od gromady jazgoczących dzieci to kusząca perspektywa dla wielu. Tymczasem latorośl odbywa właśnie szkołę życia, którą zapamięta do końca swoich dni, bo oto okazało się, że ich dziadek jest zagorzałym faszystą.

Nieszczęsnym dzieciom nie wolno nic. Nie mogą się tłuc, strzelać do siebie z pistoletów na kulki czy wodę, biegać, grać w chowanego, oddalać się od namiotu lub przyczepy, jeść słodyczy, grać w piłkę, patrzeć w niebo, opalać się, odzywać się niepytanym, chodzić boso, rozmawiać między sobą.

Najlepiej gdyby wszystkie na raz przestały oddychać. Karmione kaszą z bromem przyrządzoną przez babkę rozmiarów 4-osobowego namiotu. Snują się otępiałe oczekując na kolejny rozkaz od Herr Dziadka. Ja dziękuję za takie wakacje.

Na koniec

W przyszłym roku z radością wybiorę się pod namiot ponownie. O ile znajdę wolne miejsce. Leżąc pod drzewem, słuchając płaczu maltretowanych dzieci, syreny z megafonu i łopotu wietrzonej pierzyny będę marzył o otwartym kibelku. Nie omieszkam poszerzyć wtedy powyższej listy o kolejnych kilka przykładów oryginalnych zachowań.

I tak. Wiem, nie wspomniałem do której grupy zaliczam swoją skromną osobę. To temat na osobny tekst. Dużo bardziej przepełeniony hejtem.

  • http://www.tomaszpisze.pl vtomasz

    Uśmiałem się czytając ;) I już wiem, że pod namiot nie pojadę – nigdy!

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      A to błąd. Takie towarzystwo jak opisane powyżej to właśnie urok jeżdżenia pod namiot. Oprócz szyszek w plecach i piachu w uszach można się naoglądać naprawdę przedziwnych zachowań.

    • http://www.tomaszpisze.pl vtomasz

      Najlepiej spędza się czas pod namiotem u siostry na wsi i słucha się starych babć i dziadków – testowałem.

  • http://nudyniema.blogspot.com/ Nudy nie ma

    No masz! A ja jutro jadę!

  • http://sajmonman.pl/ Sajmonman

    Haha. Człowieka z megafonem nie przebiję, ale…
    Mamusia, ze 20 kg za dużo do MILFa, klasyczna #morwanaddupom:
    – Patryczku wracaj do mamy.
    Patryczek- pełen autyzm, biegnie.
    – Patryczku chodź do mamusi!
    Patryczek z rozpędu zajebał w jakąś babcię, ale nic, biegnie dalej.
    Jeszcze kilka wezwań Patryczka, ale stanowczy głos rodzicielki wreszcie zaczyna rwać histeria i następuje wybuch oraz wiązanka, przy której pogubiłby się Peja. Również przy użyciu słowa, które wyraża raczej samokrytykę mamusi niż obraża Patryczka.

  • http://www.blogczekolady.pl/ Aurora

    Tekst przedni!! :D Ale sanitariaty najlepsze :D