Ja, wieśniak

Ja, wieśniak

Czego potrzeba młodym ludziom do szczęścia? Dobra praca, samochód i… mieszkanie. Dlaczego nie dom? Podczas kiedy wszyscy znajomi szukają mieszkania w bloku właśnie, mnie wywiało na wieś. Trochę niechcący, ale jednak.

Oto ja. Typowe dziecko miasta. Wychowanek blokowisk z kluczami do klatki schodowej uwieszonymi u szyi. Stały bywalec placów zabaw. Całe swoje życie mieszkałem w blokach. Gdyby nie zamiłowanie do prozy raczej niż do wiersza, najpewniej zostałbym hiphopowcem.

Od kiedy pamiętam, żeby wrócić „do domu” musiałem pokonać kilka pięter. Dokładnie 63 stopnie. W piłkę grało się na betonie, a zamiast wspinać się na drzewa wywijało się niesamowite akrobacje na przyblokowych trzepakach. A były to popisy, przy których dzisiejszy parkour wywołuje u mnie delikatnie pogardliwy uśmiech.

Kiedy prawie 3 lata temu wygasła moja umowa na wynajem małego, przytulnego mieszkania na jednym z blokowych osiedli, przeprowadziłem się do niewielkiej chatki 20 kilometrów od dużego miasta. Przez lata rozpieszczany centralnym ogrzewaniem i kanalizacją stanąłem przed nie lada wyzwaniem przetrwania zimy w miejscu, gdzie jedynym śladem cywilizacji była elektryczność. Chociaż „była” to za mocne słowo. Elektryczność w tym miejscu raczej „bywała”. I to nie za często. Tak, jakby nie chciała się narzucać.

Wtedy odkryłem, że podróże w czasie są jak najbardziej możliwe. A dla mnie – były wręcz na porządku dziennym. Od rana do późnego popołudnia projektowałem interfejsy aplikacji dla urządzeń z ekranami dotykowymi o wysokiej rozdzielczości. Wszystko to przy użyciu zaawansowanego technologicznie oprogramowania i sprzętu, które wręcz ociekały nowoczesnością. Po pracy pakowałem się do swojego srebrnego DeLorean’a i pokonując 20km cofałem się w czasie o kilkadziesiąt lat. Spać? A skąd! Leżeć plackiem przed telewizorem? O nie, nie! Rozpoczynał się codzienny rytuał przywracania temperatury we wnętrzu chałupy do poziomu pozwalającego przetrwać noc bez ryzyka zachorowania na zapalenie płuc.

Jeśli mieszkacie w bloku i od czasu do czasu zdarza Wam się ponarzekać, że w listopadzie kaloryfery są zimne a w mieszkaniu jest jedynie 19 stopni, powinniście pomieszkać na wsi. Zdarzały się noce przy 15 stopniach. 19 w domu – to był nasz cel.

Szybko okazało się, że nieodmrożone kończyny są mi droższe niż stylowe ciuchy. Stare, okropne, ale ciepłe i niezniszczalne buty oraz kurtka, w której z powodzeniem mógłbym żebrać na skrzyżowaniach dowolnego miasta, równie ciepła i niezniszczalna stały się strojem codziennym. Zaprzyjaźniłem się też z kalesonami, lub jak mówicie wy – miastowi – bielizną termoaktywną. Tak ubrany każdego wieczora targałem kilkanaście drewnianych klocków, które jeden po drugim lądowały w starym piecu kaflowym.

To niesamowite jak wiele człowiek jest w stanie się nauczyć, kiedy od tego co potrafi zależy nie tylko jego zdrowie, ale przede wszystkim – poczucie komfortu.

Dziś mieszkam w domu „prawie inteligentnym”. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że intelektualnie jesteśmy na tym samym, mniej więcej, poziomie. Są kaloryfery, są termostaty i bieżąca woda. Od utonięcia w luksusie dzieli mnie właściwie tylko brak kanalizacji. Mam za to własne szambo. Tak, takie prawdziwe szambo, w którym mieści się osiem ton gówna. Pełna hipsterka. Nie ma to tamto.

Lato na wsi to zupełnie inny temat. Każdy z Was zapewne kiedyś spędził wakacje poza miastem. I nie spotkałem jeszcze nikogo, komu nie podobałaby się taka forma marnowania czasu. Kiedy mieszkasz na wsi, każdy powrót z pracy rozpoczyna mini urlop. Te kilka godzin spędzone na łonie natury, zanim jeszcze zajdzie słońce pozwala zregenerować się dużo skuteczniej niż bierne pocenie się przed telewizorem w czterech ścianach niewielkiego mieszkania.

A natury tutaj nie brakuje. Świeże mleko i jaja na śniadanie? Proszę bardzo. Krowy, kury, gęsi, kaczki, konie. Wszystko to od czasu do czasu pałęta się wokół domu. Kilkadziesiąt metrów od naszego tarasu zgraja bobrów postawiła sobie okazałe żeremie. Podczas drogi powrotnej z biura co jakiś czas na jezdnię wyłazi łoś. Świecąc swoją białą dupą wprost w moją przednią szybę daje do zrozumienia, że powinienem zwolnić. Kilka razy udało się nie rozjechać lisa. Ryby ze stawu kradnie okoliczna wydra. Jest prawie jak w dżungli. Brakuje mi tylko długich włosów, liany… i mięśni.

Miejskiej natury jednak nie tak łatwo się pozbyć. Kiedy Narzeczona wysłała mnie po narzędzia ogrodowe, zamiast najbardziej funkcjonalnych, wybrałem te z nagrodą Red Dot za design. Nie jestem do końca pewny czy wynikało to z zawodowego skrzywienia, czy może to głęboko zakorzenione we mnie mieszczaństwo walczy jeszcze ostatkiem sił. Nawet jeśli, to wkrótce przegra. Dziś czuję, że wybierając się na shopping istniałoby spore prawdopodobieństwo, że zamiast nowej pary Reebok’ów drogą kupna nabędę gumofilce.

Do miasta mnie nie ciągnie. Znajomych nie ciągnie na wieś. I, tak prawdę mówiąc, wcale im się nie dziwię. Gdyby 5 lat temu ktoś powiedział mi, że za pół dekady będę siedział w swoim domu w samym środku niewielkiej wsi, pewnie postukałbym się w czoło.

  • http://zawziety.pl Tomasz

    Wieś to na swój sposób urokliwe, pełne życia i niecodziennych sytuacji miejsce, które każdego dnia pokazuje nam inne oblicze.

  • http://greytalent.blogspot.com/ Kuba

    Ja mieszkam na wsi już te 17 lat i jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do miasta. Jako mały szkrab wrzucałem jakieś kartki do mojego pięknego pieca kaflowego, a rodzice krzyczeli, że będę sikał przez to w nocy. Kłamali. Czy to latem biegłem do sąsiada, około 21, bo jeszcze jasno, a ja chce pograć w gałę. W ten sposób obiłem całą stodołę, która już nie wytrzymała. I choć o dobrych kilku lat nie mam piec kaflowego, stodoły, mam szerokopasmowe łącze internetowe czy orliki, to i tak wolę wieś, gdzie mogę wyjść 100 metrów i znaleźć się w szczerym polu, a obok Ciebie patrzy się koń zerwany z pastwiska i pies tarzający się w trawie.

    • http://otozto.pl Paweł Kadysz

      To co jeszcze podoba mi się w mieszkaniu na wsi to fakt, że letni grill czy zimowe ognisko przestają być atrakcją czy niewiadomo jakim przedsięwzięciem logistycznym, a stają się czymś zupełnie normalnym.

    • http://greytalent.blogspot.com/ Kuba

      Tak, to jest wspaniałe, gdy wpadasz na pomysł grilla o 3, a za dwie godziny masz całą altankę gości, na ruszcie steki, a w tle przygrywa dobra muzyczka. Love wieś. <3

  • Amy

    świetnie, bardzo ciekawie i humorystycznie napisane! :> widzę potencjał. będę śledzić.

  • http://anty---materia.blogspot.com/ Mona Te

    Do dziewiętnastego roku życia mieszkałam na wsi. Mazurskiej wsi. W dzieciństwie nie miałam kanalizacji w ogóle, miałam studnię i wychodem za stodołą. Teraz, mieszkając pięć lat w dużym mieście, jakieś 500 km oddalonym od moich rodzinnych stron, strasznie tęsknię. Na wsi, jakiejkolwiek, życie wydaje się zwalniać swoje tempo. Jest spokojniejsze. Mimo, że trzeba naciosać drewna na opał, zająć się ogródkiem czy (jak w przypadku mnie i mojej rodziny) żywym inwentarzem – roboty po pachy niekiedy, życie wydaje się płynąć wolniej. :) I na pewno wrócę na wieś. Gdzieś zapuszczę swoje korzenie. I znowu to poczuję. :)

  • http://www.zajcu.pl Kamil Zając

    Cześć!
    Bardzo dobry tekst.
    Podoba mi się Twoje lekkie pióro.

    Jako urodzony wieśniak fajnie czyta się kogoś kto dopiero pcha słomę w swoje buty ;) W chwili obecnej jestem w sytuacji odwrotnej, gumofilce zamieniłem na riboki. Teraz mieszkam w mieście.

  • deppcia

    Wychowywałam się na takiej wsi, a teraz mieszkam od dwóch lat w potężnej aglomeracji. I przyznam się szczerze – to był dobry wybór, z ciężkiego początku na wsi pójść (na studia, za pracą) do miasta. To, że w mieszkaniu w listopadzie mam 17 stopni – nie przeszkadza mi zupełnie. Kilka ciekawych rozwiązań wiejskich udało się przemycić do miejskich czeluści. Ale jeśli jadę poza miasto – fajnie zobaczyć zaskoczonych znajomych, że potrafię rozpalić w ogromnym kominku bez litra podpałki, czy uskutecznić szybkie doprowadzenie domku nad morzem do stanu używalności (nie mówię tu o sprzątaniu!).
    Lekkie pióro, ciekawie piszesz, a kalesony = bielizna termoaktywna – dobry ‚synonim’

  • http://www.lipinski-kamil.pl Kamil

    Ja krótko, żeby nie było że mieszczuch przyszedł i się mądrzy. :P
    Kilka lat pod rząd spędzałem wakacje na wsi. W zeszłym roku zmobilizowałem się i pojechaliśmy odwiedzić po latach stare okolice. Polecam każdemu! Wszystko co zastaliśmy okazało się miniaturowe.

  • Olga

    No tak… „dziś czuję, że wybierając się na shopping istniałoby spore prawdopodobieństwo, że zamiast nowej pary Reebok’ów drogą kupna nabędę gumofilce” … ale zapewne zrobisz to online… ;P

    • http://otozto.pl Paweł Kadysz

      Nie inaczej. Nawet śmieci wynoszę online.

  • http://nudyniema.blogspot.com Nudy nie ma

    Gdzie mieszkasz??? Opis odpowiada dokładnie mojej wsi! :)

    Ja też dziecko blokowiska (Ursynów), po 24 latach wyprowadziłam się na wieś. Najlepsza decyzja życia. Od kiedy tu mieszkam, kocham wszystkie pory roku, a nie tylko lato :)

  • Zbigniew

    Trafiłem tu niedawno. I w tych tekstach widzę bratnią duszę. Tak dokładnie zgadzam się z przedmówcą. Wieś jest spoko miasto mniej. Chociaż do 12 roku życia zdzierałem kolana na podwórku jednego z blokowisk w stolnicy, to potem przez bite 17 lat mieszkałem na wsi. Ostatecznie wybrałem półśrodek w postaci przedmieść małego miasteczka gdzieś miedzy Londynem a Bristolem i odnalazłem (Jak mawiał mistrz Szifu) spokój…

  • http://www.formeformidable.pl/ Paula

    Jestem z małej miejscowości, powiedzmy wsi, teraz mieszkam w mieście. Kiedys myslalam, ze nigdy nie bede chciala mieszkać na wsi, bo dojazdy, bo daleko, bo dom wymaga tyle pracy. Ostatnio jakos chce mi sie wlasnego domu. Chyba się starzeję :) Fajnie Ci!