Rok w obiektywie

Rok w obiektywie

Był 14 sierpnia 2013. Właśnie przeprowadziliśmy się do nowego, własnego domu. W salonie nie mieliśmy jeszcze żadnych mebli. Gołe ściany i parkiet.

Był późny wieczór. Dawno po zachodzie słońca. Na środku pustego pokoju siedziałem na fotelu przywiezionym z biura i zastanawiałem się… No dobra, co teraz?

Znacie to uczucie, kiedy nudząc się wymyślacie sobie dziwne zajęcia. Postanawiacie nie wiadomo co. Ot, zostanę sławnym blogerem. Od jutra zacznę biegać. Rzucam palenie. Znajdę sobie dziewczynę. Napiszę książkę. Postanowienia karmione słomianym zapałem, który już następnego ranka tląc się ostatkiem sił, kpi „Coś ty sobie wczoraj, durniu, wymyślił? LOL.”

Czytaj dalej

Źle i niedobrze

Źle i niedobrze

Nieco spóźniony, ale jednak, postanowiłem się przyłączyć do akcji #NIEnarzekam. Tak się składa, że jeden z moich archiwalnych tekstów, po kilku drobnych poprawkach powinien całkiem nieźle wstrzelić się w ten hashtag.

Oczywiście zamierzam przy tej okazji ponarzekać (a jakże!) na to, że co raz trudniej dziś trafić na osobę, która nie jest w pełni przekonana o beznadziejności swojej egzystencji.

Poszerzanie grona znajomych staje się uciążliwe, bo co rusz trafia się na wiecznie niezadowolonych. A to przecież ludzie młodzi, zdrowi i na pierwszy rzut oka szczęśliwi. Po chwili rozmowy okazują się być skrajnymi pesymistami, którzy swoje życie dawno już mentalnie przegrali.

Czytaj dalej

Jestem na diecie

Jestem na diecie

Koniec wiosny. Pierwsze upały wypłoszyły z jaskiń umęczone zimą dusze uwięzione w otłuszczonych ciałach. Wśród nich – ja.

Teoretycznie nie mam się czego wstydzić. BMI oscyluje w okolicach górnej granicy „normalności”. W samolocie dostaje pojedyncze miejsce. Matki nie straszą mną swoich dzieci. Nie do wiary nie zgłosiło się z propozycją nagrania odcinka ze mną w roli głównej. Generalnie, wciąż jest mnie łatwiej obejść niż przeskoczyć.

Czytaj dalej

Błogi bezruch

Błogi bezruch

Mam w telefonie taką aplikację, której głównym zadaniem jest ekspresowe rozładowywanie baterii. Czasem również udaje jej się policzyć kroki, które danego dnia postawiłem.

Owa aplikacja się nie przemęcza, bo i liczenia ma raczej niewiele. Oto w zeszłym tygodniu, na przykład, zrobiłem dokładnie 6,5 kroku. I jestem z siebie dumny, bo to o 4 więcej niż dwa tygodnie temu.

Mam też aplikację do prasowania brzucha i generowania mięśni w ręcach, ramionach, udach i łydach. Przypominajki w kalendarzu o tajemniczej treści „trening”. Mam hantle – nigdy nie odklejone od podłogi. A ostatnio kupiłem sobie nawet ławeczkę do się wyginania na niej. Ławeczka jest zajebista. Czarno zielona, regulowana, solidna. Nówka sztuka. Nie używana. Z jednej strony zamontowany ma modlitewnik, przy którym siadam raz w tygodniu i modlę się o sześciopak lub chociaż zmniejszenie biustu.

Czytaj dalej

Bez filtra

Bez filtra

Mieliśmy na osiedlu duże Drzewo. Wielkie. Potężne Drzewo. Na jego grubych, rozłożystych gałęziach uwielbialiśmy leżeć, siedzieć, a w skrajnych przypadkach znudzenia zwisać z nich głowami w dół.

Letnie popołudnia mijały na Drzewie. Całymi dniami rozmawialiśmy o najnowszej Fifie 2000, o tym kiedy wreszcie będziemy dorośli, o tym, której koleżance urosły najfajniejsze cycki, o starych, którzy nic nie rozumieją i tym, że samobójstwo Kurta Cobaina to dla nas straszliwy cios. Snuliśmy naiwne plany, z których najmniej głupi był ten dotyczący ucieczki z domu. Hen, przed siebie, byle dalej.

Czytaj dalej

Nie udało się

Nie udało się

Wplatając w zdanie ten krótki zwrot zrzucamy całą winę za porażkę na działanie przypadku. Jakież to sprytne. Jakież przebiegłe. I na dodatek takie wygodne, prawda?

Kiedy 10 lat temu przedstawiałem się pewnej uroczej dziewczynie, nie miała zielonego pojęcia kim jestem. Ja natomiast, jako wytrawny stalker, już wtedy znałem ją bardzo dobrze. Mimo tego nie udało mi się namówić jej na randkę. Nie udało mi się za pierwszym razem. Ani za drugim.

Czytaj dalej

Zrób coś wreszcie

Zrób coś wreszcie

Zdążyliśmy już wyrwać kilka kartek z kalendarza z numerem 2014. Po noworocznych postanowieniach nie ma śladu. Wszystkie te wielkie życiowe zmiany można rozbić o kant dupy.

Dziś wracasz po pracy do domu. Odpoczywasz. Niby jest ok. Ale czegoś brakuje. Nie wiesz czego. Coś byś zrobił. Ale nie robisz. Dlaczego?

Bo Tobie i większości z nas wydaje się, że fajnie jest jak jest. Byle nie było gorzej. Jest dobrze. Keep it up! Trzymaj się i się nie puszczaj. I tak tkwimy sobie w tych swoich zasranych strefach komfortu. Bezpieczni. Pozornie nietykalni.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.