Błogi bezruch

Błogi bezruch

Mam w telefonie taką aplikację, której głównym zadaniem jest ekspresowe rozładowywanie baterii. Czasem również udaje jej się policzyć kroki, które danego dnia postawiłem.

Owa aplikacja się nie przemęcza, bo i liczenia ma raczej niewiele. Oto w zeszłym tygodniu, na przykład, zrobiłem dokładnie 6,5 kroku. I jestem z siebie dumny, bo to o 4 więcej niż dwa tygodnie temu.

Mam też aplikację do prasowania brzucha i generowania mięśni w ręcach, ramionach, udach i łydach. Przypominajki w kalendarzu o tajemniczej treści „trening”. Mam hantle – nigdy nie odklejone od podłogi. A ostatnio kupiłem sobie nawet ławeczkę do się wyginania na niej. Ławeczka jest zajebista. Czarno zielona, regulowana, solidna. Nówka sztuka. Nie używana. Z jednej strony zamontowany ma modlitewnik, przy którym siadam raz w tygodniu i modlę się o sześciopak lub chociaż zmniejszenie biustu.

A wszystko to o kant dupy rozbić można, bo lenistwo bierze górę za każdym razem. Niewolnikiem zaczarowanego Dresu jestem i dawno się z tym pogodziłem.

Będę szczery. Na przewlekłą niechęć do fitnessu nie zachorowałem ot tak nagle. Swoje lenistwo pielęgnuję od lat wielu. Do tematu podchodzę śmiertelnie poważnie. Pamiętacie film 7EVEN z Pittem i Freemanem? Jedną z ofiar był facet „odpoczywający” w pokoju pełnym Wunder-Baumów. Otóż przy mnie ów amator wygląda jak Chodakowska… z ADHD.

Lenistwo ewoluowało we mnie przez lata do epickich rozmiarów. Dziś wymaga wręcz osobnego terminu w słowniku.

Efekty? Owszem, są. Z mojej klatki piersiowej można jeść zupę. Bicepsów nie wykształciłem nigdy. Mięśniom brzucha do kaloryfera było najbliżej zeszłej zimy… kiedy przytuliłem się do grzejnika. A kiedy za szybko mówię, mam zakwasy w języku.

Podejmowano próby zmiany tego stanu rzeczy. Z uwagi na kierunek studiów których jestem absolwentem, za uczelnianych czasów, w każdy wtorek o barbarzyńskiej porze 9:00 rano dziarska pani w wieku średnim zmuszała mnie i resztę grupy do uprawiania pilatesu. Półtorej godziny jogi w wersji extreme, bo dziarska pani się nie patyczkowała. Zaprawdę powiadam, wolałbym już zajęcia z przypalania kwasem. I jeszcze ta przewrotna nazwa przedmiotu „Rekreacja ruchowa”. Brzmi jak pozycja z planu zajęć w sanatorium. A ja przecież do sanatorium się nie nadaję. Sprawność nie ta.

Inną razą przyszła Szwagierka zabrała mnie i kilkoro innych znajomych w góry. Szwagierka góry lubi. Góry lubią Szwagierkę. Szwagierka kondycję ma. Skacze więc po szczytach zawstydzając sprawnością zdębiałe kozice. I ani myśli się przy tym zmęczyć, podczas kiedy ja dostaję zadyszki gramoląc się do dyliżansu wiozącego podobnych mi nad Morskie Oko.

Miałem też w życiu okres, kiedy sport uprawiałem na własne życzenie. 35km rowerem, 200 brzuszków i 100 pompek dziennie nie robiło na mnie specjalnego wrażenia. Z drugiej strony był to czas, w którym uważałem kupno 18-letniego VW Polo za wspaniałą inwestycję. Nie był to okres obfitujący w mądre decyzje.

I tak pasę się przed monitorem, co raz okrąglejszy. I powoli zaczynam rozumieć grubasów zza oceanu. Mi też się nie chce. Też uwielbiam smażonego kurczaka, piwo i Coca-Colę. Murica! chciałoby się krzyknąć na znak solidarności z amerykańskimi Jabbas. Pozostało mi jeszcze kupić elektryczny wózek sklepowy, którym będę czyścił półki Tesco z czipsów i batoników.

Tymczasem muszę kończyć. 500 słów wklepane właśnie w klawiaturę oznacza nic innego jak śmiertelnie bolesne zakwasy w palcach. Muszę odpocząć. Nie chciałbym się przeforsować.

  • http://www.przyjemnoscbiegania.pl/ Emilia

    Bardzo niemile jest widziane przyznanie, że się mało czyta, ma mało zainteresowań i w ogóle nie jest się zbyt lotnym. Za to wciąż w dobrym tonie jest przyznanie się do zerowej kultury fizycznej. A dla mnie, przy całej sympatii dla autora bloga, to jednak straszny obciach jest.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Większym obciachem jest chyba udawanie przed sobą i całą resztą, że jednak pracuje się nad sobą. Głównie strzelając samojebki na siłowni i wrzucając fotki zdrowego żarcia na Instagrama tylko po to aby wieczorem wylądować na kanapie z powiększonym zestawem Big Mac.

      A po za tym, nie wszystko co tutaj czytasz powinno być brane na serio. Piszę bo lubię pisać. A kolorozywać lubię jeszcze bardziej ;)

    • http://www.przyjemnoscbiegania.pl/ Emilia

      Na szczęście jest coś jeszcze pomiędzy zaleganiem 24 h na kanapie a strzelaniem samojebek na siłowni i fotek smoothie, by potem opchać się śmieciowym jedzeniem.
      Tak, coś mi świta, że tekst jest podkoloryzowany :-)

    • mimcia

      Myślę, że w czasach #hera #koka #hasz #LSD już nic nie jest w dobrym lub złym guście. Kultura jest na takim etapie, że trwa ciągłe balansowanie na cienkiej linie dobrego smaku. Wydaje mi się, że akurat w tym wypadku autor nie ma problemu z równowagą – czyta się przyjemnie i z uśmiechem na twarzy (nie oszukujmy się, mały odsetek ludzi NAPRAWDĘ dba o swoje zdrowie, kondycję). Pozdrawiam

  • http://www.uglywriter.blog.pl/ uglywriter

    Strasznie mi się nie chce.

  • http://eksperymentalnie.com/ Agata Chmielewska vel Kurczak

    a ja w swoim lenistwie odnalazłam plusy, pisałam nawet o tym (nie będę ci spamować, jak chcesz to poszukaj na blogu ;) ) więc spójrz na swoje lenistwo z innej strony, a apkę do liczenia kroków odinstaluj po prostu ;)

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Odinstalowałem. Tekst znalazłem. Przeczytałem. Odkryłem plusy. Ale dalej nic mi się nie chce :P

    • http://eksperymentalnie.com/ Agata Chmielewska vel Kurczak

      i dobrze, co na starość będziesz odpoczywał? nie będziesz miał na to sił i zdrowia ;)

  • Paula Rycharska

    czyżby jednak zakwasy dopadły? ;>
    booo albo nie ma nowego tekstu (w co nie mogę uwierzyć) albo ja nie ogarniam bloga.
    jedyne co przychodzi mi do głowy to jakaś szalona imprezka od środy do teraz.

    • http://otozto.pl/ Paweł Kadysz

      Ogarniasz całkiem nieźle. Nabawiłem się ciężkiego przypadku hiperplazji mięśniowej i tekstu faktycznie nie ma :P Ale będzie. Rzutem na taśmę, jutro.

  • AB

    Zajęcia na tymże kierunku o tejże porze pozostaną i w mej pamięci na lat wiele.
    Mało tego, motto „Ćwiczcie aż się porzygacie” do dziś ma moc. Zwłaszcza, gdy są to ćwiczenia na sąsiadującym z ową salą sportową murku…swoją drogą też chyba już nieco zapomnianym.