Alkomat kupię

Alkomat kupię

Jak to mówią, jeden pijany motorniczy wiosny nie czyni. Jeden wystarczył jednak aby podnieść ogólnokrajową wrzawę i sprowokować wspaniałą klasę rządzącą do umysłowego wysiłku. A ponieważ z kondycją u naszych władców raczej słabo, to i owoc myślenia jakby niedojrzały.

Ktoś „tam na górze” wpadł na pomysł, aby od przyszłego roku zmuszać obywateli do wożenia w samochodzie alkomatu. Na hasło „Proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk” reszta świty, jak jeden mąż, z radością przywaliła pięścią w zielony guzik.

Podejrzewam, że gdzieś tam, w sejmowych kuluarach, w tajemnicy przed nami, od kilku dobrych lat trwają zawody. Polityczno-polska wersja „Podziemnego kręgu”. Fail Club.

Reguły są proste. Należy wymyślić jak największy debilizm, który przejdzie w głosowaniu, a następnie zostanie wprowadzony w życie. Punkty premii przyznaje się proporcjonalnie do stopnia absurdu i zdumienia obywateli nowym pomysłem.

Na zwycięzcę musi czekać niebywała nagroda, bowiem wybrańcy ludu prześcigają się w propozycjach. Żaden się, oczywiście, nie przyzna. Wszyscy siedzą cicho, bowiem pierwsza zasada Fail Club brzmi „My ne govorim o Fail Club”. Druga brzmi dokładnie tak samo.

Autor pomysłu o obowiązkowych alkomatach plasuje się w zdecydowanej czołówce rankingu. Wyprzedza go jedynie gość, który na początku stycznia wzywał do bojkotu Tesco, bo nie spodobały mu się słowa brytyjskiego premiera. Dziwię się, że tak kreatywny człowiek nie posunął się dalej. Na znak oburzenia mógł zakazać puszczania w polskich radiach Beatles’ów, a posiadaczy Range Rover’ów z miejsca pakować do więzień. O tak! Następnym razem Cameron zastanowiłby się dwa razy zanim coś powie.

Wracając do nowego przepisu. Zajrzyjmy w karty historii. W 1983r. obowiązkowym stało się zapinanie pasów bezpieczeństwa. Ubezpieczenie OC obowiązkowe jest od 1952 roku. Mamy też obowiązek corocznego przeprowadzania badań technicznych swojego wehikułu. Tymczasem jakimś cudem drogi pełne są troglodytów jeżdżących złomem bez pasów, ważnego przeglądu i ubezpieczenia. Logicznym jest więc, że obowiązek posiadania alkomatu w aucie skutecznie powstrzyma pijanych od wsiadania za kierownicę.

W zeszłą sobotę wybrałem się na tak zwane miasto. Czekając przy jednej z ulic na taksówkę stałem się świadkiem takiej oto sytuacji. Zdezelowany Passat kombi, starszy nawet od Polo mojej Narzeczonej nie trafia w skrzyżowanie. Przebija oponę na wysokim krawężniku i staje. Nie byle gdzie, bo właściwie na środku, mocno utrudniając ruch pozostałym kierowcom. Ze środka WYTACZA się menel koło pięćdziesiątki. Policja pojawia się błyskawicznie. Co robią przedstawiciele prawa? Pytają przechodniów, w tym mnie, czy ów mistrz kierownicy aby na pewno auto prowadził? Nie, panie władzo. Ten samochód stoi na środku skrzyżowania od czterech tygodni. A ów jegomość jedynie go pilnuje. I na pewno jest trzeźwy.

Nie do końca jestem przekonany, czy leżący w schowku Passata alkomat skutecznie ochłodziłby podróżnicze zapędy pana menela. Takich ludzi powinno się z miejsca wieszać. Publicznie. Nie potrzebne byłyby akcje „Znicz” i jej podobne. Liczba pijanych kierowców spadłaby do zera. Nie, nie tych złapanych. Wszystkich.

Ale nie. Będziemy wciskać ludziom alkomaty, na których menele będą bić rekordy, po czym żwawo ruszać przed siebie. Zygzakiem. Takie życie. Niestety. Zdaję sobie sprawę, że stworzenie sensownie brzmiących przepisów przez osobę, której czaszka paruje już przy recytowaniu abecadła to wygórowane wymagania.

Chylę jednak czoła przed skutecznością nowego prawa wobec celebrytów i osób publicznych. Przepis wchodzi w życie dopiero za kilkanaście miesięcy a tymczasem efekty gołym okiem widać już teraz. Natasza Urbańska od kilku dni nie wychodzi z toalety. Biedactwo próbuje otrzeźwieć ochlapując się wodą z sedesu. Michał Wiśniewski przerzucił się na kawę. Szklaneczkę z whiskey najwyraźniej odstawił też dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Panie i Panowie. Bierzmy przykład z tej trójki. Mamy niecały rok, żeby wytrzeźwieć. Całe szczęście, że wódka podrożała.