O ludziach w kinie

O ludziach w kinie

Uwielbiam kino. Dziesiąta muza zdecydowanie plasuje się w moim top 3. Zasiadanie w kinowym fotelu przed ogromnym ekranem to dla mnie magiczny moment.

Oczywiście jeszcze bardziej magiczne jest 45 minut reklam przed właściwym seansem. Dowiaduję się w tym czasie jak wywabić plamę z niemiłosiernie upierdolonej koszuli a jakiś podrzędny polski aktor tłumaczy mi, która kawa jest najlepsza. Kiedy jednak gasną światła a kurtyna przed ekranem rozsuwa się jeszcze bardziej zapominam o zachwalanych przed momentem podpaskach.

Czytaj dalej

Źle i niedobrze

Źle i niedobrze

Nieco spóźniony, ale jednak, postanowiłem się przyłączyć do akcji #NIEnarzekam. Tak się składa, że jeden z moich archiwalnych tekstów, po kilku drobnych poprawkach powinien całkiem nieźle wstrzelić się w ten hashtag.

Oczywiście zamierzam przy tej okazji ponarzekać (a jakże!) na to, że co raz trudniej dziś trafić na osobę, która nie jest w pełni przekonana o beznadziejności swojej egzystencji.

Poszerzanie grona znajomych staje się uciążliwe, bo co rusz trafia się na wiecznie niezadowolonych. A to przecież ludzie młodzi, zdrowi i na pierwszy rzut oka szczęśliwi. Po chwili rozmowy okazują się być skrajnymi pesymistami, którzy swoje życie dawno już mentalnie przegrali.

Czytaj dalej

Mundialowy ból dupy

Mundialowy ból dupy

Nigdy nie byłem zagorzałym fanem piłki kopanej. Ani jako kibic, ani jako gracz. W szkolnych meczach zazwyczaj stałem na bramce, w której radziłem sobie całkiem nieźle.

Od zawsze miałem dużą głowę, więc najłatwiej broniło mi się twarzą. Skutki mojej wyjątkowej techniki widzę w lustrze do dziś.

Nigdy nie byłem na stadionie. Nie widziałem meczu na żywo. Mój domowy telewizor nie jest podłączony do żadnej anteny, spełnia więc raczej rolę mebla niż centrum wątpliwej jakości rozrywki. Nie śledzę rozgrywek ligowych. Nie obchodzi mnie kolejny elektryzujący transfer jakiegoś Kenijczyka z Kałuży Bytom do Wiosła Chojnice.

Czytaj dalej

Jestem na diecie

Jestem na diecie

Koniec wiosny. Pierwsze upały wypłoszyły z jaskiń umęczone zimą dusze uwięzione w otłuszczonych ciałach. Wśród nich – ja.

Teoretycznie nie mam się czego wstydzić. BMI oscyluje w okolicach górnej granicy „normalności”. W samolocie dostaje pojedyncze miejsce. Matki nie straszą mną swoich dzieci. Nie do wiary nie zgłosiło się z propozycją nagrania odcinka ze mną w roli głównej. Generalnie, wciąż jest mnie łatwiej obejść niż przeskoczyć.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.