Ciągle te same gęby

Ciągle te same gęby

Poniższy tekst będzie dla większości z Was niezrozumiały. Traktuje bowiem o abstrakcyjnym pojęciu blogosfery, o której istnieniu połowa z czytających zapewne nie ma nawet pojęcia.

I bardzo dobrze. Zaprzątanie sobie głowy takimi pierdołami jak blogosfera właśnie oraz rozwodzenie się nad tym czy dany blog jest już wpływowy czy jeszcze nie, to czynność zupełnie pozbawiona sensu i wymiernych efektów. A ci, którzy się tym zajmują – mają najzwyczajniej za dużo wolnego czasu. Prawdopodobnie nic też nie potrafią. I nigdy nie mieli porządnej pracy… w kopalni, albo innej fabryce.

Czytaj dalej

Wirujący seks

Wirujący seks

Nie bez powodu właśnie popisem polskich tłumaczy filmowych pragnę zatytułować ten tekst. Pląsy jakie od kilku tygodni uprawiam wraz z Narzeczoną trzymają mniej więcej ten sam poziom. No dobra. Mniej niż więcej.

Z narzeczonego na męża awansuję za około 9 miesięcy. Jest to okres, w którym u Wybranki widoczne stają się pierwsze objawy welonowego zapalenia mózgu. Pojawia się obsesja na punkcie wyboru sukni, rusza tournee po salonach ślubnych, Pinterest Ukochanej pęka w szwach od weselnych inspiracji, nie ustaje powtarzanie, że musimy schudnąć (oboje!) i wiele innych „O boże! O boże!” Jednym z takich „O boże!” właśnie jest „Przecież my nie umiemy tańczyć!” Nie przeszkadzało to żadnemu z nas przez 9 lat. Najwyraźniej zaczęło przeszkadzać teraz.

Czytaj dalej

Alkomat kupię

Alkomat kupię

Jak to mówią, jeden pijany motorniczy wiosny nie czyni. Jeden wystarczył jednak aby podnieść ogólnokrajową wrzawę i sprowokować wspaniałą klasę rządzącą do umysłowego wysiłku. A ponieważ z kondycją u naszych władców raczej słabo, to i owoc myślenia jakby niedojrzały.

Ktoś „tam na górze” wpadł na pomysł, aby od przyszłego roku zmuszać obywateli do wożenia w samochodzie alkomatu. Na hasło „Proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk” reszta świty, jak jeden mąż, z radością przywaliła pięścią w zielony guzik.

Czytaj dalej

Oda do samochoda

Oda do samochoda

Kiedy zimą 2005 roku zdałem egzamin na prawo jazdy ogarnęła mnie radość paraliżująca do tego stopnia, że zanim zebrałem się w sobie aby dokument odebrać – minęło pół roku. A może to był dowód osobisty?

Nie. To nie mógł być dowód. Znając siebie i swoje priorytety legalny zakup alkoholu był dla mnie dużo ważniejszy niż uprawnienia do prowadzenia auta. A fakt iż mam problem z przypomnieniem sobie jak było, zdaje się ten scenariusz potwierdzać.

Czytaj dalej

Nowy rok

Nowy rok

I oto jest. Piękny, wspaniały, jeszcze nie rozpakowany, pachnący nowością, nienoszony, wyprasowany na kancik Nowy Rok.

Po krótkich oględzinach okazuje się, że jednak trochę zarzygany. Cuchnący wódką, resztkami świątecznego karpia i ruskim winem gazowanym, dumnie – acz błędnie, określanym przez niektórych mianem Szampana. Z bólem głowy i spuchniętą wątrobą z alkoholowej agonii wyczołga się dopiero w okolicach 3 stycznia. Nowy Roku, witamy w Polsce.

Czytaj dalej

Nie ma więcej tekstów.